Usunęłam nazwę „Półbohater” z różnych miejsc w internecie. Na Instagramie i YouTubie można mnie znaleźć jako Annę Zborowską. Co mają z tym wspólnego narodziny mojego syna, studia dziennikarskie i nagrodzony ostatnio Potwór? Co to oznacza dla Ciebie – czytelnika – i czemu uważam, że dzięki zmianom zyskamy wszyscy?


Ci, którzy śledzą mojego bloga dłużej niż od miesiąca, prawdopodobnie wiedzą, że chcę być kiedyś pisarką. Nie coprywriterką, nie specjalistką od nowych mediów ani osobą od obsługi kanałów społecznościowych. Od wielu lat pragnę pisać książki i je sprzedawać pośrednio przez wydawcę.

Dlatego założyłam tego bloga, a z czasem opublikowałam swój wizerunek, chociaż nie było to dla mnie komfortowe. Tworzę z większą swobodą, gdy znajduję się w cieniu i nie muszę brać odpowiedzialności za każde słowo wklepane na stronę, opatrzone moją tożsamością.

Wyszłam jednak z założenia – dzisiaj wiem, że słusznego – że jeżeli zamierzam zrealizować swoje marzenie, muszę zacząć podpisywać się pod tworzoną treścią. Trudno być cenionym i wyróżniającym się autorem powieści, a tym bardziej cenionym i wyróżniającym się no name’em w internecie. Wypada jak najszybciej zacząć budować grono odbiorców, a jest to możliwe tylko przy zachowaniu pewnej spójności. Zresztą, poświęcam czas, tworząc niniejszy projekt – chcę świadczyć sobą o jakości tego, w co wkładam tyle energii i czasu.

Dlaczego o tym wspominam? Bo nadszedł czas przeobrażenia się „marki” Półbohater w coś nowego. Skręcam w stronę promocji swojego wizerunku. To naturalny etap, który musiał kiedyś nastąpić, jeśli chcę kiedyś pisać powieści. A przynajmniej nastąpił, bo doszłam do pewnych wniosków.

Zachęcam Cię do lektury tego wpisu. Dowiesz się z niego, jakie treści znajdziesz od teraz na blogu i dlaczego uważam, że wyniesiesz z nich więcej dla siebie niż kiedyś. Zdradzę również, o czym będzie pierwszy filmik opublikowany na kanale  – możliwe, że akurat Cię zainteresuje – i w jaki sposób moje plany (także związane z Półbohaterem) zmienił koronawirus. Opowiem również, dlaczego uważam, że wiele możemy zyskać na tej przymusowej izolacji, mimo jej negatywnego wpływu na gospodarkę i społeczeństwo.

Uwaga, ten wpis liczy około 12 tys. znaków. Polecam przeczytać go podczas dłuższej chwili wolnego. To ostatnia uwaga w tym stylu, ponieważ dążę do tego, aby dłuższe treści na stronie stały się standardem, a nie wyjątkiem. 


Od początku

Po przeczytaniu strony Półbohater od deski do deski stwierdziłam, że zmieniam zamysł (o ile jakikolwiek był). Poprawię jakość wpisów i będę publikowała jedynie te, które – moim zdaniem – wniosą wartość dodaną do życia odbiorcy. Pojawią się zatem tematy dotyczące sprzedaży i promocji, różnych akcji, szeroko pojętego lifestylu’u, bieżących wydarzeń, lecz przede wszystkim twórczość literacka oraz „dodatki” z tym związane.

Zrobię, co w mojej mocy, żeby było barwnie, ciekawie i z energią, a nie smętnie i niszowo. Jeszcze jedna uwaga – wpisy będą dłuższe. Nie widzę sensu pisania czegoś o krótkiej objętości i małej ilości konkretów.

Ta strona to megafon, przez który mogę mówić bezpośrednio do grona osób zainteresowanych, a także skuteczne narzędzie do pozycjonowania danych. Początkowo tego nie doceniłam. Dopiero po spontanicznym wpisaniu w wyszukiwarkę mojego imienia i nazwiska i odnalezieniu zdjęcia w afrolokach w grafice (u mnie na 33. miejscu 😉 ) pomyślałam, że zaprzepaściłam potencjał płynący z możliwości wrzucania własnych obrazków oraz opisywania ich.

Na marginesie – Anna Zborowska była modelką namalowaną przez pana o nazwisku Modigliani, który nadał jej w ten sposób nieśmiertelność i zapewnił wysokie miejsce w wynikach wyszukiwania. Podejrzewam, że żadna Zborowska nie zyska większej sławy.


Źródło: Wikipedia.pl

Przed kamerą, a nie przy klawiaturze

Mam również w planach prowadzenie kanału na YouTubie – możesz subskrybować już teraz. Sęk w tym, że muszę przećwiczyć wystąpienia. Może okazać się, że zupełnie się do tego nie nadaję. To będzie dosyć stresujący eksperyment.

Jakie filmy zamierzam publikować? Takie, które oglądam sama – czyli raczej nie w stylu Byłam na zakupach w lumpie i zobaczycie, jaką kupiłam sukienkę (chociaż przyznam, że takowe potrafią być ciekawe).

Konkrety, informacje, wiedza. Forma będzie bardziej podcastowa. Planuję robić z filmików materiały do słuchania na innych platformach.



Mam pomysł na pierwsze video, które byłoby przerobionym, nieopublikowanym wpisem „6 powodów, by wysłać opowiadanie na konkurs literacki”. Dotyczył on konkursów dla dzieci i młodzieży. Po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że akurat na ten temat mogłabym się wypowiedzieć – od podstawówki po klasę maturalną brałam udział w konkursach i udawało mi się zgarniać nagrody. Czasownika „udawało mi się” użyłam nieprzypadkowo – sądzę, że często wiele zależy od szczęścia, czy też od gustu komisji.

Nie znalazłam w internecie takiego materiału, dlatego sądzę, że stworzenie go mogłoby okazać się pożyteczne dla innych. Taki filmik mógłby przydać się wielu grupom:

  • osobom piszącym
  • młodzieży w wieku szkolnym
  • rodzicom, którzy chcą zachęcić dziecko do twórczego wyrażania siebie
  • nauczycielom zastanawiającym się, jakie korzyści mogą przynieść ich uczniom konkretne osiągnięcia
  • bibliotekom promującym ideę czytelnictwa i pisarstwa
  • instytucjom organizującym takie konkursy (wrzucając mój film, mogłyby skłonić grupę docelową do wzięcia udziału w danym przedsięwzięciu).

Poruszyłabym tematy dotyczące m.in. konkretnych korzyści z pisania (np. dodatkowe punkty w rekrutacji do szkoły średniej, nagrody pieniężne, stypendia naukowe itd.). Zwróciłabym również uwagę, jakie elementy w twórczości młodych ludzi są przeważnie mile widziane w oczach komisji. Z naciskiem na „przeważnie” i dodając: „Moim zdaniem tak jest”. Podczas gal finałowych zdążyłam się „nasłuchać” na ten temat wypowiedzi samych organizatorów.

Właśnie dlatego nie zdecydowałam się opublikować tego wpisu – bo dużo jest „to zależy”. Był on bardzo dygresyjny. O wiele lepiej pasowałby do obgadania przed kamerą.

Daj proszę znać w komentarzu, jeżeli taki temat byłby dla Ciebie wartościowy!

Poniżej zakurzona „półka chwały” z opowiadaniami w antologiach pokonkursowych. Tak, niektóre egzemplarze się dublują.



Naturalnie pojawia się pytanie: kiedy będzie ten filmik? Jedyna odpowiedź, jaka mi się nasuwa, brzmi – prawdopodobnie w tym roku.

Niestety, w blogowaniu czy wyrażaniu siebie w internecie najgorsza jest cała otoczka, czyli wiedza związana z promocją, sprzętem itd. Wpierw muszę dobrze poznać temat, aby dostarczyć materiał na przyzwoitym poziomie. W trakcie nagrywania może się okazać, że to zupełnie nie dla mnie – bo raczej należę do osób, które wolą działać zza kulis. Wtedy filmiku nie będzie nigdy. Zamiast nagrania wrzucę tekst. Mam nadzieję, że uniknę takiego scenariusza.

Obecnie skontaktowałam się z kilkoma „weteranami” konkursowymi, aby wymienić się z nimi doświadczeniami. Wierzę, że dzięki temu materiał będzie różnorodniejszy i dzięki temu bardziej interesujący. Jeżeli też wliczasz się do grona nagrodzonych osób i chętnie dorzucisz swoje trzy grosze, daj znać w komentarzu albo na priv! W zamian mogę zaoferować niewiele, poza satysfakcją w tworzeniu przydatnego materiału i wzmianką na blogu. Niemniej sądzę, że warto robić użytek z wiedzy – zwłaszcza w przypadku, kiedy sami już nie możemy z niej korzystać, bo na przykład nie wliczamy się już do kategorii „dzieci i młodzież„. Zróbmy razem coś fajnego!

Gdzie możesz mnie znaleźć?

Jak wspomniałam, nazwy niektórych kont uległy zmianie. Tak się prezentuje ich spis:

Facebook – Półbohater (jeszcze, ale już niedługo)
Youtube – Anna Zborowska
Instagram – Anna Zborowska
Blog – Półbohater

Blog jest i będzie „Półbohater” z tego samego powodu, przez który z adresów URL na tej stronie nie znikną bezsensowne cyferki, które psują pozycjonowanie strony. Ustawiłam daty zawarte w „linkach” przypadkiem, na początku blogerskiej działalności. Gdybym je teraz usunęła, zniknęłyby wszędzie, bo nie zmienię już „wyglądu” starych linków, umieszczonych w zewnętrznych źródłach. Tak samo – zmiana domeny zaprzepaściłaby dotychczasową pracę.

Skąd te zmiany?

Pomijając wszelkie korzyści, które wymieniłam wyżej – postanowiłam w znaczący sposób zaangażować się w „blogowanie” również z innych powodów.

Po pierwsze dlatego, że zamierzam w niedalekiej przyszłości szukać wydawcy i chcę już teraz się do tego przygotować. Optymistyczny wariant zakłada, że nastąpi to w 2022 roku. Teraz myślę, że może lepiej odczekać jeszcze rok. W 2021 nasz kraj będzie mierzył się z potężnym kryzysem i ogółem nie będzie pieniędzy, tym bardziej na kulturę i dobra luksusowe, tj. książki.



Druga przyczyna jest taka, że po poprawkach w lutym uświadomiłam sobie coś, co wiedziałam od dawna, ale wniosek nie mógł wybrzmieć pewnym głosem. Moja obecność na studiach dziennikarskich przypomina uporczywe wciskanie zbyt dużego puzzla do pustego miejsca w układance. Kawałek wypełnia wolną przestrzeń, ale ani jego kształt, ani kolor nie pasują do całości. Mówiąc krótko – pracę w zawodzie traktuję jako ostateczność, jako coś, co mogłabym robić, ale z poczuciem przymusu. Przed podjęciem zatrudnienia chcę się przekonać, czy mogę pójść inną drogą, bliższą moim pasjom.

Nie zrezygnowałam ze studiów (prędzej one zrezygnują ze mnie) i uważam, że zajęcia trzymają przyzwoity poziom. Nie zmienia to faktu, że brakuje mi poczucia spełnienia czy sensu. Tęsknię za zajęciem, przez które z satysfakcją przepadałabym na wiele godzin. A to zapewnia mi od zawsze pisanie. Jest niekończącą się wędrówką przez własne uczucia, wspomnienia, inspiracje. Grą logiczną, która na poziomie formalnym umożliwia ogromną różnorodność, a jednocześnie wymaga kierowania się emocjami i intuicją. Jej reguły tak naprawdę ustala autor. To on decyduje o tym, jaki detal uwypuklić, z jakiej perspektywy coś ukazać.

Dlatego po uzyskaniu nagrody w konkursie „Krajobrazy Słowa” urosły mi skrzydła. Dostrzegam w tym opowiadaniu odbicie moich zainteresowań, dawnych i obecnych. To przynosi mi satysfakcję – że nadałam im kształt. Ten kształt nie jest idealny, ale wystarczająco dobry, abym czuła się z niego zadowolona.

Doszłam do punktu, w którym stwierdziłam – wolę żyć po swojemu i najwyżej ponieść porażkę, ale muszę spróbować. Narodziny dziecka umożliwiły mi zdystansowanie się do wielu obaw. Syn jest moim czasomierzem – kiedy na niego patrzę, wyraźnie widzę mijające miesiące. Uświadamiam sobie, że trzeba działać teraz, a nie odkładać wszystko na mgliste później. Perspektywa posiadania rodziny nie pozostawia również wielkiego wyboru – naturalnym jest zastanawianie się nad sposobem na zarobek. Mam zresztą ku temu dobre warunki – semestr na studiach kończę w trybie zdalnym i nie muszę tracić czasu na dojazdy na zajęcia. To dobry czas, by jak najwięcej rozwijać się we własnym zakresie.

Epidemia nie taka zła

Koronawirus wpłynął na codzienność nas wszystkich. Akurat ja zyskałam dzięki niemu wiele szans. Mogę wręcz powiedzieć, że ta sytuacja – pomimo swoich makabrycznych kulis – jest dla mnie bardzo komfortowa. Ze względu na wiek mojego syna większość czasu spędzałam w domu. Spotkanie w kawiarni ze znajomą i śpiącym niemowlakiem skutecznie wyleczyło mnie z chęci wychodzenia gdziekolwiek. Podobnie jak walka z wprowadzaniem wózka do komunikacji miejskiej. Kiedyś widziałam tę sytuację z perspektywy rozdrażnionego pasażera, który nie wie, czy pomóc, czy nie, a matkę z potomstwem traktuje jako zajmującą przestrzeń niedogodność i problem. Teraz czuję stres, że tak banalna czynność, jak wejście do autobusu i przejechanie kilku przystanków, może wywołać tyle nerwów. I sprowadzić na mnie tyle nieprzychylnych spojrzeń. 😉

Przed pandemią studiowałam w trybie stacjonarnym, ale ze zwolnieniem z obecności na zajęciach. Niełatwo było nawigować wszystko na odległość – dowiadywać się, jakie są wymagania, nadrabiać na bieżąco materiały, umawiać się indywidualnie na zaliczenia itd. Dzięki temu, że wszyscy studenci i wykładowcy są zamknięci w domach, mam na wyciągnięcie ręki istotne informacje.

Istnieje też cień szansy, że również zaliczenia i egzaminy odbędą się w formie zdalnej, co byłoby czymś wspaniałym – nie musiałabym tłuc się pociągiem do Poznania, z dzieckiem albo bez niego. Dodatkowo w internecie pojawia się wiele interesujących webinarów i wykładów. Dawniej w większości z nich nie mogłabym uczestniczyć, bo odbyłyby się w konkretnym miejscu na żywo.

Podoba mi się poniższy post, który punktuje inne zalety stanu epidemii. Zgadzam się w 100%.



W poprzednim wpisie wspomniałam o gali finałowej „Krajobrazów Słowa”. Niestety, została odwołana przez koronawirusa. Po raz pierwszy w historii konkursu można otrzymać nagrodę bez uczestniczenia w podsumowującej uroczystości, co znowu jest ukłonem w stronę praktycznej wygody. Opublikuję nagrodzone opowiadanie w maju albo czerwcu. Będzie ono miało formę e-booka w rozmiarze .pdf, do pobrania z odpowiedniej zakładki na stronie.



Dzięki, że jesteś!

Zarówno w tym momencie przydługiego tekstu, jak i w ogóle.  Czas upływa, Facebook tnie zasięgi, a o uwagę odbiorcy walczy codziennie wiele istotniejszych postów niż te, które tworzę. Tym bardziej jest mi miło, że niektórzy pamiętają o Półbohaterze i o mojej osobie. Wszystko, w co inwestuję wolny czas i czemu poświęcam myśli, wpływa na moje życie. Trudno więc się dziwić, że mam do tej „działalności” emocjonalny stosunek. Liczba polubień pod postami to drugorzędna sprawa (a może tak twierdzę, bo nie jest liczona w setkach) – większe znaczenie ma dla mnie nawiązywanie kontaktu.

Jak Ty spędzasz wolny czas? Jak „znosisz” obecność koronawirusa i związane z tym utrudnienia?

Nie ukrywam, że od zawsze byłam domatorką i dlatego nie podzielam nastrojów znajomych, którzy po kolejnym tygodniu zamknięcia w domu wysyłają mi memy z kotami gryzącymi kraty, aby oddać swój stan ducha. W zasięgu ręki mam dużo interesujących książek, a w głowie mnóstwo planów oraz listę umiejętności, które muszę posiąść, by zrealizować niektóre projekty. Wiedza jest na wyciągnięcie ręki.

Sądzę, że dzięki zamknięciu można naprawdę dobrze przemyśleć wiele spraw – m.in. to, w jaki sposób zarządzamy wolnym czasem. Bez względu na to, czy się z tym zgadzasz, czy nie, fakty są takie – sytuacja prawdopodobnie potrwa parę miesięcy. Pozostaje się do niej dostosować. Życzę Ci, aby to się udało z jak największą korzyścią dla Ciebie. 


Kategorie: Artykuły

Tagi:

5 thoughts on “Od półbohaterki do Anny Zborowskiej. Po co te zmiany i co one oznaczają dla Ciebie?

  1. Jestem introwertykiem, więc zmian nie odczułam.
    Cieszę się, że znów piszesz i masz zamiar pisać. Opowiadanie chętnie przeczytam.
    Powodzenia z nowym blogiem 🙂

  2. Zapomniałam, podziel się swoją wiedzą na temat newslettera. Jak go stworzyłaś?
    Ja też mam mailchimp, ale nie ogarniam.

    1. Hej, weszłam ostatnio na Twoją nową stronę Lubislowa.pl. Świetny szablon! Wygląda przyzwoicie i starannie. Sama robiłaś? 🙂
      Jestem jeszcze większą nogą z technologii. Praktycznie całego bloga „zbudowały” mi inne osoby, w tym newsletter. Może ta instrukcja pomoże Ci go podpiąć: https://www.youtube.com/watch?v=bVgN8I9rcgs
      Jeśli preferujesz źródła pisane, to gdzieś to wszystko jest na ich stronie. Sama korzystałam z tych materiałów rok temu, tylko teraz nie mogę znaleźć. Trzeba wkleić gdzieś kod API i ID listy subskrybentów. Nie pamiętam, czy robiłam to sama, czy jednak ktoś mi musiał z tym pomóc. 🙁
      Zapisałam się na Twój newsletter, jestem ciekawa wiadomości od Ciebie!
      Też muszę wprowadzić wreszcie to okienko pick-up (tak to się chyba nazywa?) i potwierdzenie zapisu.

  3. Fantastycznie, że dalej się rozwijasz i oragniesz robić to dalej. Kibicuję Ci i w razie potrzeby służę pomocą!
    Dużo spokoju 🙂

    1. Dziękuję, Rybko! Dużo odpoczynku – może masz wreszcie chwilę, by odsapnąć od natłoku uczelnianych spraw. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *