Zapraszam na uzupełnienie wpisu Studentka-mama – uzupełnienie, które powstało pod wpływem komentarzy innych. Będzie krótkie, ale uznałam, że i tak warto się nim podzielić.

Ostatni post pobił rekord pod względem ilości wyświetleń na tym blogu. Cieszę się, ponieważ otrzymałam prywatnie wiadomości, że można było się z niego czegoś dowiedzieć. Kosztował mnie sporo wysiłku, a wizja tego, że zostanie przeczytany jedynie przez dziesięć-dwadzieścia osób nie zachęcała do pracy.

Zainspirowana reakcją na jego treść, chcę podzielić się jeszcze kilkoma spostrzeżeniami post factum o trudnościach łączenia obowiązków rodzinnych z nauką. Przeżycia innych umożliwiły mi spojrzenie na problem z odmiennej perspektywy, a jednocześnie wywołały kolejne pytania dotyczące priorytetów i tego, czy macierzyństwo w młodym wieku zawsze wiąże się z poświęceniem uczelnianego „sukcesu”.

Heroska na studiach

Udostępniłam blogowy wpis na kilku grupach na Facebooku. Dzięki temu poznałam dużo inspirujących historii mam przed 25. rokiem życia, którym udało się połączyć życie prywatne z uczelnianym. Przeważały optymistyczne scenariusze, dające nadzieję – a jednocześnie, wydaje mi się, odrobinę podkoloryzowane. W takich opowieściach z happy endem nagminnie pomijany jest tata dziecka i jego rola w wychowywaniu. Młode dziewczyny ukazywane zostają jako te, które bez niczyjego wsparcia studiują, pracują i pokonują każdą przeciwność losu. Owszem, takie jednostki się zdarzają, ale czy rzeczywiście tak często? Zawsze zastanawiam się: co z ojcem maluszka? Co z jego dziadkami? Kto pilnuje dziecka, kiedy kobieta po trzech miesiącach wraca na uczelnię, by walczyć o stopnie? Kto zarabia na jego utrzymanie, gdy ona na studiach dziennych notuje kolejny wykład? Te pytania pozostają bez odpowiedzi.

Zdarzyły się też komentarze kobiet, które zrezygnowały z danego kierunku po urodzeniu dziecka. Tych było mniej, a bardziej mnie ciekawiły, ponieważ wiązały się ze złym samopoczuciem mam podczas ciąży i po niej albo trudnościami z powrotem do normalnej kondycji psychiczno-zdrowotnej po porodzie. Wśród wspaniałych opowieści o chodzeniu na uczelnię z brzuchem do ósmego miesiąca, o zaliczaniu całego roku w dziewiątym, o szybkiej regeneracji – wydawały się bliższe mojej przyszłości.

Ciekawym głosem okazał się komentarz Pani, która pracowała kiedyś na UAM i spojrzała na sprawę z odmiennej perspektywy. Uznałam, że warto go udostępnić. Zasłoniłam dane, które mogłyby pomóc w identyfikacji.



Spodobał mi się jeszcze jeden komentarz, głównie ze względu na jego podniosłość:



Prawo natury i Boga. Brzmi szlachetnie, ale… widzę, z ilu rzeczy musiałam zrezygnować przez ciążę (a raczej przez to, że tak ją przechodzę) i z ilu zrezygnuję po urodzeniu dziecka. Akurat nie myślę o argumencie dotyczącym kariery, bo spośród wszystkich osób studiujących niewielki procent zostaje na uczelni (o ile właśnie to definiujemy jako „karierę”, chociaż uważam, że utożsamianie tego z karierą jest… dyskusyjne). Są inne, bardziej wartościowe dla mnie rzeczy, które posiadanie dziecka eliminuje.

Coś za coś

Wydaje mi się, że powrót na uczelnię jest kwestią motywacji danej osoby, ale również pomocy, jaką może otrzymać ze strony otoczenia. Tak jak na drugie często nie ma się wpływu, tak nad pierwszym można pracować.

Widzę po sobie, jak bardzo przerwa potrafi rozleniwić. Nie zaskakuje mnie to, że młode mamy biorą kolejny urlop i z trudem po czasie wdrażają się w akademicki tryb funkcjonowania. Jestem w dziewiątym miesiącu ciąży, więc brak energii może nikogo nie dziwić, ale… sama myśl, że niczego nie muszę, bo mam dziekankę, wydaje się wspaniała, a perspektywa zdawania przedmiotów, kiedy będę miała dziecko – zniechęcająca.  Szkoda mi tego czasu, który mogłabym spędzać spokojnie z rodziną, zamiast być myślami gdzieś przy zaliczeniach i stresować się zdobywaniem stopni. Zwłaszcza że studiuję w innym mieście, więc dojazdy również swoje zajmą (w Szczecinie, moim rodzinnym mieście, z powodu małej liczby kandydatów nie stworzono marketingowej specjalizacji dziennikarskiej).

Posiadanie dziecka to też sposób na skrócenie młodości i rezygnacja z pewnego stylu życia. W ciągu najbliższych kilku lat nie wypiję alkoholu, nie będę mogła brać żadnych używek, nie pójdę spontanicznie na imprezę i nie wybiorę się nagle, bez wcześniejszych ustaleń z nikim, na wyprawę ze znajomymi. Chociaż teraz nie czuję z tego powodu żalu, wiem, że kiedyś może mi tego brakować. Do tych beztroskich lat nie będzie można wrócić.

Oczekiwanie

To już ostatni tekst dotyczący macierzyństwa. Sama potrzebuję oddalić się od tematu, bo na co dzień z oczywistych względów mam jego przesyt.

Planuję jeszcze jeden październikowy post, który zapowiedziałam już przed dwoma miesiącami: zawierający Q&A odbiorców bloga oraz kilka innych newsów związanych ze stroną. W pierwszej kolejności poinformuję o nim przez  NEWSLETTER – zachęcam, by się zapisać już teraz. Powody, dla których warto to zrobić, omówię również w kolejnym wpisie.

ZAPISZ MNIE TERAZ DO NEWSLETTERA 


Kategorie: Artykuły

Tagi: 

1 komentarz do wpisu “Ciąża, studia i co dalej? Porady internautek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Imię *