Po tygodniu studiowania dwóch kierunków doszłam do prostego wniosku. To nie z uczelnią jest coś nie tak, lecz ze mną.

Myśl ta była łatwa do przewidzenia, zaskakujący prostotą, lecz majaczyła wcześniej poza zasięgiem świadomości. Albo mam za duże oczekiwania, albo – wbrew mniemaniom na własny temat – szybko się nudzę.

Sądziłam, że po dziennikarstwie nic mnie nie zaskoczy, ale nawet na Wydziale Nauk Politycznych nigdy nie przeżyłam tak nużących zajęć jak na filologii polskiej.

Pierwsze z nich polegały na dekodowaniu każdego słowa w pieśni Bogurodzica. Odnoszę wrażenie, że byłam jedyną osobą w sali, której to nie interesowało — pierwszaki angażowały się i prześcigały w stawianiu hipotez, dlaczego archaizm znalazł się akurat w danej formie na końcu wersu.

Drugie zajęcia miały obiecującą nazwę: język polski mówiony. Niestety, nie dotyczyły retoryki ani występów publicznych. Oglądaliśmy zdjęcia gardła i słuchaliśmy okrzyków prowadzącej:

Zobaczcie na więzadło! Czy to głoska nosowa? Czy jest dźwięczna? Rozpoznajcie ją!

Kolejne zajęcia na polonistyce — i kolejne półtora godziny, podczas której zdążyłam policzyć wszystkie rysy na tarczy zegarka. Tym razem studenci zawzięcie notowali, czym jest dokument. Dokument pierwotny, wtórny, pochodny. Dokument graficzny, wizualny, audiowizualny, audialny…

Nie potrafię być taka jak oni. Nie umiem się zaangażować ani udawać przed sobą, że widzę sens w uczeniu się tego w innym celu, niż w celu zdania kolokwium.

Ostatecznie straciłam zapał, kiedy pani z biura podawczego powiedziała, że odrzucono mój wniosek o IOS–a. Wyjaśniła, że muszę złożyć inny dokument.

– Jak to: inny? – spytałam. – Wcześniej powiedziano mi, że właśnie ten.

Przestało mnie dziwić to, że w dwóch różnych pokojach usłyszę dwie  wersje tego, co powinnam zrobić.

Odłożyłam słuchawkę i uznałam, że nie ma we mnie mocy. Nabawiłam się dziekanatofobii. Niedomknięte sprawy formalne zajmowały moje myśli częściej od projektów na ćwiczenia.

Być może ktoś uzna, że przesadzam, ale możecie mi wierzyć: gdybyście każdą wolną chwilę przeznaczali na to, by dotrzeć rozklekotaną komunikacją miejską na wydział i stanąć w długiej kolejce, zmienilibyście zdanie.

Gdyby chociaż zajęcia były warte tego wysiłku! To moje fatum – fatum niepasowania. Zawsze znajduję się poza linią albo lepiej – na niej. W taki sposób, że przejście na żadną ze stron nie jest możliwe.

Pamiętam kilka momentów, w których czułam, że znalazłam się w odpowiednim miejscu. Na przykład na lekcjach języka polskiego w liceum.

Zarażona pasją nauczyciela, oczekiwałam zajęć niczym ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów – twórczych i wartych zapamiętania. Zamiast tego zderzyłam się ze ścianą szarej polskiej rzeczywistości.

Collegium Maius, Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej


Po tygodniu ignorowania zjęć odebrałam telefon. Dzwoniła sekretarka z biura podawczego.

— Kiedy przyjdzie pani odebrać odrzucony wniosek?

— Przepraszam — odparłam. — Może nie wypada mi panią o to prosić, ale czy może pani wyrzucić ten wniosek do śmietnika? I tak by tam trafił. Oszczędzę czas.

— Mogę. Czyli rozumiem, że rezygnuje pani…

Czekałam na ostateczne pytanie: ,,…ze studiów? To wypisuję panią, do widzenia, miło było!

— …z indywidualnej organizacji?

— Tak, rezygnuję — odparłam.  — Naprawdę mam dosyć tych papierów.

Rozmówczyni pożegnała się i rozłączyła.

Wiedziałam jedno. Póki mnie sami nie wyrzucą, nie zrezygnuję.

Wszak musiałabym stanąć w długiej kolejce i złożyć o to podanie.

A i tak usłyszałabym, że wypełniłam je źle. 

Od kiedy przestałam pojawiać się na zajęciach, czułam się lepiej. Chorobowe symptomy: bóle głowy, mdłości, kiedy zbliżałam się do wydziału – minęły.

Pewnego wieczoru ogarnęło mnie osobliwe rozgorączkowanie. To był obezwładniający, nieprzyjemny nastrój: podekscytowanie, strach, dużo myśli napływających do głowy – myśli o sprzecznym wydźwięku, które ulatują w chwili, gdy zaczynam je analizować.

Kroki przywiodły mnie do najbliższej księgarni, lecz gdy zaczęłam sprawdzać grzbiety książek i łowić czujne spojrzenia sprzedawców, zdałam sobie sprawę, że nabywanie czegokolwiek w stanie osobliwego zamroczenia nie byłoby dobrym pomysłem.

Wyszłam z centrum. Na zewnątrz uderzył mnie chłód jesieni – jesieni w jej najmniej pięknej odsłonie.

Rozważałam, jakie to tajemnicze: widzieć świat z ograniczonej perspektywy konkretnej osoby, przez pryzmat jej zmąconych zmysłów, które tak często zwodzą ku mylnym interpretacjom lub też – co częstsze – celnie wskazują mi trop, ale go wyolbrzymiają, przez to wniosek jest błędny.

Za dużo czytałam. Ostatnio tylko to robiłam w wolnej chwili: wypożyczałam powieści i biegałam do biblioteki przy Ratajczaka, by je zwrócić. Oto jak wpływa na mnie brak Facebooka  – mam więcej czasu na pogrążanie się w rozważaniach, w zgłębianie tematów, które nie miały znaczenia.

Co by się stało, jeżeli z dnia na dzień przestałoby mnie cokolwiek ciekawić? To prawdopodobne, wcale nie tak odległe…

Bujałam się, niesiona własnymi skrajnymi nastrojami: wzlatywałam do gwiazd, by zaraz boleśnie wylądować w podziemiach, do których nie docierają mętne światła nadziei na poprawę losu. Odnalezienie prawdy, która naprawiłaby moje życie – a przynajmniej skierowała je na właściwy tor – wiele by pomogło.

Chyba pozostała mi wieczna niepewność w zmierzaniu przed siebie, bez szans na zweryfikowanie, czy to dobry kierunek.

Wrócenie do punktu wyjścia nie było stratą czasu. Wierzę w to.

PS: Na niektórych zdjęciach wpisu znajduje się mój brat. TUTAJ  JEGO INSTAGRAM – zachęcam do odwiedzenia! 


Kategorie: Artykuły

Tagi:


ZOBACZ TEŻ:

 Dlaczego życie jest zakręcone jak włosy?

 Humani

Papier przyjmie wiele, ale internet wszystko

3 komentarze do wpisu “Polonistyka odczarowana

  1. Jejku. Kochana moje, biedny ten Twój uniwerek, jeśli tak charyzmatyczne nazi zajęcia są z polonistyki. Choć ja w sumie jestem na bękarcim kipcie, my z natury jesteśmy o s o b l i w y m i pisarzami lub redaktorami i tak do nas podchodzą. I tu mi się czasem wydaje, że opcja MSI by Ci służyła, że nieinwazyjnie chodzisz na wybrane, ciekawsze zajęcia. Bycie na kierunku jednak zobowiązuje. Nie ma, że nie chcę, że nie podoba mi się, musi być zdane. A tak byś mogła poza dziennikarstwem sobie odwiedzać różne wydziały i zajęcia. Może przejdź się do Biura Karier, jeśli macie coś takiego, ew porób testy osobowościowe, by więcej dowiedzieć się o sobie? W razie problemów, jak zwykle służę radą czy rozmową (:

    1. Dzięki. Do Biura Karier nie muszę iść, bo mama jest psychologiem i mogłaby mi zrobić prywatnie taki test. Wątpię, by cokolwiek wniósł do mojego życia. Miałam zresztą robiony z trzy lata temu i wskazał zawody takie jak dziennikarz redaktor, pisarz. Czyli nic nowego w temacie.

      Przywykłam, że moje predyspozycje są bezsensownie rozsiane i w zbyt małym natężeniu, by wyraziście ukierunkować. Bardziej skłaniam się do myśli, że system studiowania zdecydowanie nie jest dla takich osób jak ja. Z drugiej strony, nie wiem, czy istnieje jakikolwiek system jest dla mnie.

      Międzywydziałowe studia mogłyby być dobre, ale paradoksalnie potrzebuję czegoś konkretnego, a nie wiem, czy zajęcia z bardzo różnych dziedzin dałby to poczucie.

      Na razie skończę dziennikarstwo, a potem zobaczymy, jak będzie. 🙂

      1. Nie umiem się posługiwać systemem pisania tutaj, ale powoli ogarnę, wybacz że teraz odpisuję dopiero.
        Testy zawodowe czy predyspozycji mogłyby być robione regularnie, co jakiś czas. W człowieku zawsze będzie pewien niezmienny rdzeń, ale wiele się zmienia. Jesteśmy płynni, jeśli idzie o preferencje, wybory, przekonania. Ciągle się ksztaltujemy na nowo i zmieniamy kierunki. To normalne że nie plyniesz w jednym, tylko próbujesz wielu. Życie jest zbyt zaskakujące, by obecnie trwać w jednej formie, więc przystosowujemy się do nowych warunków, uczymy nowych zasad gry.
        Oczywiście możliwe, że studiowanie jest nie dla ciebie. Może pomyśl o praktykach, by szybciej mieć to praktyczne zaplecze, przekonać z czym to się je. Jak wygląda to, czego uczysz się przeważnie w teorii. To umie zweryfikować nasze oczekiwania.
        Wszystko to tylko luźne sugestie. Jakbyś miała problem to kontakt do mnie czy przez social media czy listownie masz 🙂
        Trzymaj się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Imię *