Przybyli HUMANI pod okienko
Stukają, pukają — wpuść panienko!

O Jezu, a cóż to za żebracy!
O Jezu, a cóż to za wieśniacy!

Otwieraj, nie bój się, my do pracy
I chociaż tak bardzo się starali
To i tak w Mac’u wylądowali…

— Co to znaczy ,,obijać się”? Kto z was często się obija i o tym opowie?

Uniosłam dłoń i powiedziałam:

— Chętnie podzielę się doświadczeniem.

— Znakomicie! Powiedz klasie, co robi człowiek, który się obija? Co to znaczy? Sformułuj definicję.

— Obijanie się to nie do końca lenienie się — oznajmiłam. — W moim przekonaniu jest to uciekanie od obowiązków w najróżniejsze sprawiające radość czynności…

Pan S. klasnął. Poprosił siedzącego obok mnie Bartka, byśmy odegrali scenkę. Bartek miał być ,,wazeliniarzem” donoszącym na koleżankę, a pan S. jego szefem. Miałam wcielić się w rolę znajomej, która wykonuje to, co umie najlepiej — czyli się obija — i która ma niebawem stracić posadę.

— Zaczynamy!

Odezwałam się pierwsza do Bartka:

— Cześć! Miło cię widzieć.

— Siema, siema. Zrobiłaś moją pracę domową?

Pan S. szepnął teatralnie:

— Nie, jesteście w pracy!

Klasa zachichotała, część osób zasłaniała twarze. Zwróciłam się do kolegi:

— Czy mogę zadać ci pytanie?

— O co chodzi?

— Widziałam, że szef wziął cię na dywanik… Mówił o mnie, prawda?

— Nie. Rozmawialiśmy o podwyżce.

— To dobrze, bo mam problem… — Nie potrafiłam powstrzymać śmiechu, położyłam się na ławce.

— Dalej! Dalej! — krzyczał z pasją pan S. i chodził między ławkami. — To świetna furtka do rozwinięcia akcji! ,,Mam problem i…”!

— Tak? — spytał Bartek z nieodłącznym uśmiechem palacza szałwi szlachetnej.

— Jest taka sprawa… Szef mnie nie znosi, chce się mnie pozbyć…

— Serio?

— Bo wiesz… ja i szef, grubsza sprawa, rozumiesz, jak było…

W klasie gruchnęło ze śmiechu tak głośno, jakby ktoś rzucił granatem. Któryś kolega krzyknął: Uuu, Ania!, inna osoba klepnęła mnie po plecach, a ja ze łzami w kącikach oczu czekałam, aż usłyszę również śmiech wychowawcy.

Nie doczekałam się. Kiedy zdołałam unieść wzrok, zobaczyłam wymuszony uśmiech błąkający się po jego ustach.

Z perspektywy czasu przyznaję, że był to wyjątkowo głupi żart.

Co nie zmienia faktu, że rozśmieszył klasę i gratulowano mi go długo po zajęciach.


II.


– Rozbawił mnie mail od ciebie. ,,Panie S., właśnie siedzę na nudnym wykładzie. Brakuje mi Pana fascynujących lekcji. Czy mogę wrócić na nie jako wolny słuchacz?”

Na początku września spotkałam się z dawnym polonistą z liceum. Był jednym z najlepszych nauczycieli, jakich kiedykolwiek miałam. Wzbudzał zarówno zachwyt, jak i irytację części klasy, głównie ze względu na przemycane poglądy polityczne i religijne. Trzeba jednak przyznać, że miał dryg do prowadzenia lekcji.

Oparł się o ławkę i namyślił.

— Zastanówmy się zatem: co można robić na nudnym wykładzie?

— Zadania domowe na kolejne zajęcia — odparłam.

— Co jeszcze?

— Oceniać prowadzącego.

— To złośliwy sposób. Pasuje do mnie. O, ten ma krzywy nos, brzydkie zęby… nie radzę iść tym tropem!

— Można rozmawiać z koleżanką obok.

— Jeżeli cała aula tak zrobi, wykładowca przerwie wywód.

Wiedziałam, do jakiej konkluzji zmierza pan S. Patrzył na mnie wyczekująco.

— Można słuchać — powiedziałam z westchnięciem.

— Dlaczego? Przecież wykład jest nudny!

— W każdym wykładzie może pojawić się coś interesującego. Trzeba filtrować informacje.

Klasnął w dłonie. Moja odpowiedź poskutkowała jego długim wywodem, w którym zahaczył obficie o etykę chrześcijańską, Uniwersytet Szczeciński, ruch gender, a potem o Marksa.

Kiedy uświadomił sobie, że minęła czwarta godzina, uśmiechnął się szeroko.

— Chciałaś wrócić do szkolnej ławki, to proszę! Streściłem ci to, o czym myślałem przez ostatnie tygodnie.

Słuchałabym częściej. Zdecydowanie.


III.


Kiedy wyszłam z sali, ogarnęła mnie specyficzna nostalgia, wręcz przykuła do ściany. Nie znoszę, kiedy coś się kończy, nigdy nie jestem na to w pełni gotowa.

Zespół Train śpiewał w pewnym utworze ,,nie jestem dobry w pożegnaniach”; sądzę, że to krótkie zdanie idealnie podsumowuje moje odczucia względem wszelkich rozstań. Nie przepadam za ich patetyczną powagą oraz wzruszeniami — na zewnątrz pozostaję spokojna, co nie znaczy, że nie przeżywam ich na swój sposób.

W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że się duszę. Szłam między klasami i prawie płakałam. Charakterystyczna wnęka w oknie, pokryta zielonymi liśćmi, wielki korytarz wyglądający jak królewska komnata, niosący kroki echem, biblioteka — wszędzie czaiły się wspomnienia. Widziałam siebie siedzącą w sali, pijącą herbatę i częstującą się czekoladą przy omawianiu Kanta.

Dzisiaj kantujemy, drodzy państwo! — teksty pana Lasonia wciąż brzmią mi w głowie. Brzydkie słowo na o! Obowiązki moralne!; Przypomniałem sobie adekwatny dowcip do tej filozofii, ale wam go nie powiem, bo się wstydzę; DZIEŃ DOBRY, CO PRZYSZŁO?

Przypomniałam sobie skromną salę, rząd ławek i kilkunastu młodych ludzi pochylonych nad kartkami z cytatami. Pan Lasoń oznajmił:

— Coraz częściej słyszę od uczniów: nie chcę tego zrozumieć, chcę zdać sprawdzian na piątkę.

— Taka jest szkoła – skomentował uczeń.

— Gdzie teraz jesteście?

— W szkole.

— Kim jesteście?

— Uczniami.

— Uczniami? A nie ludźmi wolnymi?

— To się wzajemnie wyklucza.

Odpowiedziały mu brawa. Profesor odczekał je, po czym poprawił okulary.

— To nie kółko różańcowe. Chodzicie tutaj dla mnie, czy dla siebie? Skoro dla siebie, to dlaczego uważacie się za ludzi zniewolonych?

Prowadził Dyskusyjne Koło Filozoficzne. Czasem zagadywał, jak żyję, na co odpowiadałam — zwłaszcza w pierwszym semestrze:

— Nie daję rady. W tej szkole jest strasznie.

— To nie szkoła sprawia, że jest strasznie, tylko ty. Musisz rozplanować sobie czas, panować nad tym ,,strasznie”.

Wpłynął na moje myślenie. Rozróżnił, że czasem musimy robić rzeczy, których nie lubimy, bo mamy takie obowiązki jako ludzie.

,,Nie jesteśmy na tym świecie, aby nam było wygodnie, drodzy państwo!”.

Pan Lasoń rozejrzał się po sali.

— Halo, wszyscy się podpisali? Gdzie lista obecności?

Jeden chłopak drgnął jak wyrwany z głębokiego snu.

— Przepraszam. Zamyśliłem się.

— Zamyśliłeś — powtórzył Lasoń. — Taki stereotyp krąży o filozofach. Że zamyśleni, że niedorajdy… Możecie mi wierzyć: na świecie było wielu filozofów, którzy dorobili się szmalu, dobrze się bawili w życiu i podrywali dziewczęta. Chłopców też, jakby to kogoś interesowało.


IV.


— Myślę o tym od lat. To nie jest tylko przekazywanie wiedzy, lecz coś istotnego, ważnego, dotyczącego całego życia.

Siedzieliśmy w kawiarni. Pan Lasoń mieszał powoli kawę.

— Cieszę się, że uczę akurat w liceum. Jeszcze mamy na was wpływ. Nie wiem, czy na studiach znalazłbym tylu ludzi niezepsutych.

— To najlepszy czas — powiedziałam. — Dopiero teraz widzę, jak bardzo ukształtowały mnie pana zajęcia. Na pierwszy rzut oka to nic niezwykłego: grupka młodych osób siedzi nad kartkami i rozmawia w klasie… ale to było niesamowite. Głębokie. Czułam, jak gdybym przeniosła się do innej rzeczywistości.

Pan Lasoń skinął głową.

— Opowiem ci anegdotę. Kiedyś do Heraklita przyszli uczeni. Spodziewali się zastać go we wzniosłej scenerii, lecz zamiast tego trafili do skromnej, zniszczonej chałupki. W środku zobaczyli Heraklita z bosymi stopami przy ognisku. Zawstydzeni zaczęli się wycofywać, na co Heraklit krzyknął: Panie, nie uciekajcie! W takich miejscach też budzą się bogowie. Widzisz, na szczęście bogowie budzą się nie tylko w świątyniach. Zdarza im się to nawet w zaciszu szkolnych klas.


V.


— A może zostanę nauczycielką? — powiedziałam do bliskiej osoby.

Rozważałam tę myśl przez ostatni tydzień. W tym zamykałby się sens wielu moich doświadczeń.

Mama skomentowała z kanapy:

— Ty? Nauczycielką? Weź nie żartuj! Nie nadajesz się do tego.

Ja i mój rozmówca wymieniliśmy spojrzenia.

A potem rodzice się dziwią, dlaczego o niczym im nie opowiadam.


Opowiadania

3 komentarze do wpisu “A pod drzewem zamiast liści, będą leżeć humaniści

  1. Jak to dobrze się czyta, Aniu! Aż poczułam się, jakbym sama siedziała z Tobą, popijając herbatę i dykutując o imperatywie kategorycznym 🙂 Piszesz świetnie, a Twój blog to przemiła forma obijania się, uciekam od obowiązków, by robić to, co sprawia mi przyjemność – czytać dobre rzeczy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Imię *