Nowa fryzura, nowy kierunek studiów. Co się dzieje w moim życiu i co za tym idzie: dlaczego nic się nie dzieje na blogu?

Kto jest ciekawy, zapraszam do czytania.


Chciałam napisać o tym, że straciłam wiarę w dziennikarstwo i zaczynam drugi kierunek studiów, a na końcu wspomnieć o fryzurze. Zauważyłam jednak, że drugi wątek wzbudza wśród znajomych (i obcych) więcej poruszenia, dlatego zacznę od niego.

Z prostych do łopatek włosów zrobiły się długie, kręcone afroloki à la lata osiemdziesiąte. Wrzucam zdjęcia w ramach ciekawostki.


To zabawne uczucie, kiedy włosy stają się sensacją w rodzinie i głównym tematem SMS-owych konwersacji z krewnymi.

Druga sprawa – zawieszonej aktywności i dreptania w miejscu zarówno w kwestii bloga, jak i realizowania planów.

✻ ✻ ✻

Pokładałam ogromne nadzieje w nowym roku akademickim. Być może zbyt wielkie jak na standardy polskich uczelni. Pierwszy tydzień wystarczył, by je rozwiać.

Chaotyczny plan, znienawidzone prezentacje w PowerPoincie, nudne i trudne zajęcia ogólne. Niestety, najwidoczniej tak właśnie wygląda studiowanie – być może nie tylko na UAM, lecz wszędzie.

Przy takim natężeniu obowiązków nie mogło być mowy o realizowaniu pasji. O niczym nie mogło być mowy – poza nauką.

Doszłam do wniosku, że zamiast dryfować z prądem, powinnam coś zrobić. Na przykład zmienić studia.

Wcześniej nie dopuszczałam do siebie tej możliwości. Rzucić dziennikarstwo po wzięciu trzech warunków – owszem, ale rzucić dziennikarstwo po tym, kiedy wyszło się obronną ręką ze wszystkich tarapatów?

Stwierdziłam, że warto próbować. Skoro i tak mam spędzać tyle czasu na uczelni, wolę pracować nad tym, co mnie interesuje.

Zaufałam informacji, że Collegium Maius otrzymało drugą nagrodę w kategorii Przyjazny Dziekanat, po czym spytałam, czy istnieje szansa, by dostać się na filologię polską poza standardowym naborem. Istniała.

Kolejny tydzień przeznaczyłam na papierologię. Wniosek o indywidualną organizację studiów na obu wydziałach, o przepisanie ocen, a nawet o to, by prowadzący potwierdzili, że poziom przedmiotów na WNPiD jest równy poziomowi przedmiotów na Collegium Maius. Wniosek, wniosek, wniosek.

– Źle wypełniła pani wniosek – usłyszałam po godzinie stania w kolejce ze świstkiem papieru. – Pani to zaadresuje nie do prodziekana, lecz do prorektora. Zostawi to pani w dziekanacie.

Przyszłam z poprawionym dokumentem w piątek. Jakaś kobieta warknęła, że dzisiaj dziekanat nieczynny dla studentów. Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.

Szkoda, że uczę się dziennie na drugim końcu miasta i nie mam możliwości przyjechać na ulicę Fredry w godzinach dyżuru. Gdyby pozwoliła mi dojść do słowa, powiedziałabym, że chodzi tylko o zostawienie dokumentu i o nic więcej.

Od tygodnia w wolnym czasie robiłam tylko to: wypełniałam wnioski, drukowałam je, podpisywałam. Nawet jeżeli formalnie dostanę się na studia, nie wiem, czy z nich nie zrezygnuję. Gdzieś między dziesiątym a piętnastym dokumentem uleciał ze mnie zapał.

Nie wiem, czy dam radę studiować dwa kierunki naraz – zwłaszcza w przypadku dwutygodniowego spóźnienia z zajęciami. Niemniej czuję, że gdybym tego nie zrobiła, żałowałabym do końca roku.

✻ ✻ ✻

Mój brak aktywności na blogu jest związany nie tylko ze zmianą kierunku, lecz również z tym, że chcę wypłynąć na szerokie wody. Powoli rozglądam się za miejscem, w którym mogłabym publikować opowiadania. I właśnie dlatego, że internet przyjmie wszystko – tym miejscem nie będzie sieć.

Często mam opory przed publikowaniem na stronie czegoś więcej, niż tworzącej się pod wpływem chwili pisaniny. Powód jest prozaiczny – wirtualne dzieła często tracą autorów i są udostępniane non-profit, a także kopiowane.

Zacytuję anonimowego użytkownika z forum Nowej Fantastyki, który ujął dokładnie to, co sama myślę:

Walcie od razu drzwiami i oknami do wydawnictw, próbujcie sił w konkursach, róbcie plecy u wujków i cioć w drukarniach. Z wrzucania tekstów do internetu rośnie tylko garb, no i może jeszcze respekt u ludzi z nickami dupcyczikita_123

Coś w tym jest. Być może kiedyś dłużej rozpiszę się na temat tekstów, nad którymi w pocie czoła pracuję lub o dokładnych planach, ale to później. Jestem bardzo zmęczona i chyba znów chora.

Postaram się za tydzień lub półtora tygodnia wrzucić kolejny post. Tym razem mogę to obiecać, bo jest w całości napisany. Zainteresowani niech oczekują cierpliwie.


Artykuły

8 komentarzy do wpisu “Dlaczego życie jest zakręcone jak włosy?

  1. Wyglądasz przepięknie, a studenckie życie i mi dało się już we znaki – początki zawsze przygniatają.
    Oby jesień była dla nas bardziej łagodna.

    1. Dziękuję. Czyżby to pierwszy rok, czy kolejny?
      Jesień jest moją ulubioną porą roku, samą w sobie nieszkodliwą. Szkoda jedynie, że niefortunnie zbiega się z nowym rokiem akademickim – i mam nadzieję, że to właśnie on łaskawie się ze mną obejdzie. 😀

  2. Ja jestem na czwartym roku i zastanawiam się, czy moje studia mają sens. Póki co jestem na urlopie dziekańskim, ale wszyscy dookoła mówią mi, że mam wrócić na uczelnię i pociągnąć to do końca. Ciężkie wybory, kiedy poświęciło się tyle lat życia na nos znużony w książki, bo jednak farmacja nie należy do lekkich kierunków. A z drugiej strony, kompletnie nie widzę siebie w tym zawodzie. Obecnie pracuję w studio tatuażu. Takie życie.
    Ps: Nie obraź się, ale jak dla mnie ładniej Ci było w naturalnych włosach.
    Pozdrawiam!

    1. Nie myślałeś (-eś, tak?), by dokończyć studia zaocznie? Na pewno byłoby prościej, chociaż wiadomo, że trzeba mieć na to pieniądze. Nie siedzę w Twojej skórze, ale 3 lata życia to dużo i mnie byłoby szkoda je stracić. Pytanie, czy akurat w Twoim przypadku uzyskanie papierka naprawdę dużo by zmieniło. Warto rozważyć wszystkie za i przeciw. Studio tatuażu brzmi ciekawie, ale pewnie nie jest perspektywą na dłuższy czas.

      PS: Absolutnie się nie obrażam (:

      1. Ta sprawa ciągnie się za mną, jak jakieś fatum. Sam wiem, że jak nie wrócę do szkoły, to mam trzy lata zmarnowanego czasu w plecy. W sumie, to trzy i pół, bo pierwszy semestr czwartego roku mam zaliczony. Ale to wygląda na robienie tego dla samego faktu dokończenia tej sprawy. Tylko dla papierka. Rodzina, wiadomo, będzie szczęśliwa, gdy skończę te studia, nawet wbrew sobie.
        Też masz takie wrażenie, że w oczach pokolenia naszych rodziców studia, to coś bardzo ważnego? Wyznacznik jakiegoś prestiżu w rodzinie. Bo można się chwalić, że dziecko jest na studiach. Tylko broń Boże, aby to był mało prestiżowy kierunek, jak np: Filozofia.
        Ja właśnie żyje w takim społeczeństwie. Cóż, sam fakt, że pracuję, tam gdzie pracuję i wyglądam, jak wyglądam (na pewno nie jak przykładny pan z apteki) jest dla nich uwłaczający.
        Wybacz, chyba musiałem się wygadać…

  3. Moi rodzice mają wyższe wykształcenie i uważają, że powinnam je mieć, bo bez niego niczego nie osiągnę. Pewnie dlatego, że w ich czasach edukacja zapewniała pracę. Nie wiążę tego z prestiżem studiowania (teraz studiowanie jest tak popularne, że za prestiżowe uznaje się tylko niektóre kierunki, np. medycynę), raczej z doświadczeniami poprzedniego pokolenia. Mnie zresztą nie interesuje, co myślą inni o moich aktywnościach, rodziców pewnie też nie, dlatego ta ,,prestiżowość” wydaje mi się naciąganym powodem. Raczej chodzi w tym wszystkim o coś więcej: o troskę i wiarę, że ukończenie studiów coś zmieni w życiu ich dziecka – na lepsze.

    Szczerze powiedziawszy, nie czuję się na tyle kompetentna i zdolna, aby zostać przyjęta do jakiejkolwiek dobrej pracy bez co najmniej trzech lat nauki. Liczę, że studia zapewnią mi lepszy start w przyszłość zawodową. Dlatego to znoszę. Bo nie mam żadnych realnych alternatyw.

    Może gdybyś miał jakąś dobrą, stałą pracę, to rodzice nie naciskaliby na ukończenie studiów?

    PS:
    „Cóż, sam fakt, że pracuję, tam gdzie pracuję i wyglądam, jak wyglądam (na pewno nie jak przykładny pan z apteki) jest dla nich uwłaczający”.

    Wybacz, zaciekawiło mnie to, więc zapytam – jak wyglądasz? 😀

    1. Sęk w tym, że moja praca jest dobra i stała. Może wydawać się inaczej, bo jak całe życie tatuować innych, ale ja kocham to robić. Od kiedy znalazłem ową pracę nikt mi nie pomaga finansowo. Ba, to ja teraz jestem tym, do którego zwraca się z takimi problemami. Moja mama była lekarzem. Jej zawodu nie da rady wykonywać bez studiów, ale medycyna była jej pasją.
      Ja mam inne pasję…
      A jak wyglądam? Długie włosy, tatuaże, kolczyki.

      1. Rozumiem. Jeżeli jesteś dobry w tym, co robisz, lubisz to, to chyba warto iść w tę stronę?
        Przynajmniej masz swój styl. Nie rozumiem, dlaczego rodzice ingerują w życie dorosłej osoby i mają uwagi, co do jej wyglądu.
        W każdym razie powodzenia w podejmowaniu decyzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Imię *