Gierki, część pierwsza — opowiadanie

Umówiliśmy się przy pizzerii, niegdyś miejscu schadzek naszej trójki. Latarnie rzucały ostre cienie, kalecząc ściany jasnym, wręcz szpitalnym światłem.

Nie dostrzegłam Michała od razu. Bez swojej powierzchownej prezentacji, złożonej z bluzki reklamującej agresywną muzykę, z jeszcze większą trudnością odcinał się od ścian. Pomachał do mnie z bladym, niepewnym uśmiechem, w którym rozbawienie mieszało się z lękiem.

Ubrał się elegancko jak na siebie, ale wciąż zbyt niedbale, bym mogła uznać, że zależy mu na wywarciu dobrego wrażenia. Jasnoniebieska koszula z kołnierzykiem polo i dżinsy — ubiór wyważony, wręcz idealny, bo maskujący jakikolwiek zamysł, a nawet poddający w wątpliwość, czy ten zamysł w ogóle był.

Patrzyłam na dawnego przyjaciela i zadziwiała mnie obcość, jaka odbijała się od jego postaci wraz z drobinkami światła. Nie widziałam go trzy miesiące, lecz równie dobrze mogłoby upłynąć kilka lat.

Być może nie chodziło o to, że zmienił się pod względem wyglądu. Zmienił się mój sposób patrzenia na niego.

— Miło cię widzieć — powiedziałam.

Słowo miło z trudem przecisnęło się przez moje usta, chociaż zdałam sobie sprawę, że było szczere. Wróciły do mnie wspomnienia czasów, kiedy jeszcze pławiłam się w iluzji wsparcia ze strony jego, Olki i reszty znajomych.

Michał odpowiedział na powitanie, szybko odwrócił wzrok i zaczął uderzać palcami w mały telefon.

— Co słychać u twojej dziewczyny?

Wymienienie Olki z imienia byłoby niepotrzebnym oddaniem jej szacunku, naznaczeniem jej obecności w tej rozmowie. Michał rzucił z ironią, sztucznie beztroskim głosem:

— Świetnie. Zdrowie jej dopisuje.

— Nie wspominała czegoś o mnie?

Schował komórkę, jakby złapany na gorącym uczynku, po czym powiedział cicho, słowa przepłynęły obok:

— Niczego, czego byś wcześniej nie słyszała.

Weszliśmy do lokalu, gdzie grała muzyka z RMFem, a w kątach stały wygodne fotele i stoliki. Zajęliśmy jeden z nich. Znudzony kelner, będący zarazem właścicielem lokalu, położył przed nami dwa menu.

Zasysało nas milczenie, zbytnia grzeczność i stosowność. Uznałam, że czas zdjąć parę otoczek i pozwolić sobie na bardziej spontaniczny wizerunek.

— Jestem za leniwa, by kłamać. Przynajmniej masz pewność, że cię nie oszukam.

— Mógłbym powiedzieć to samo. Chociaż nie. Nie mogę. Tobie nie chce się kłamać, a ja nie chcę kłamać. Jest różnica.

— Niewielka,  przynajmniej w budowie zdania…

— Dla ciebie słowa wciąż liczą się bardziej niż porozumienie.

— Twoje i tak nie mają wartości. Nie po tym, co się wydarzyło.

Westchnął, nim spytał:

— Przyszłaś tutaj, aby porozmawiać, czy żeby poprowadzić jakąś grę?

— Raczej to drugie — przyznałam.

— I jak idzie? Wygrywasz?

— Już dawno przegrałam.

— Tak myślisz?

— Zbyt dużo straciłam, by twierdzić inaczej. Na szczęście zyskałam coś cenniejszego. Prawdę.

— Właśnie — powiedział z naciskiem. — Od jakiegoś czasu próbuję ci ją wytłumaczyć, ale nie dajesz mi dojść do słowa.

— Prawda jest zawsze jedna, co najwyżej interpretacje są inne. Tylko one.

— W takim razie proponuję ci własną interpretację. Twoja przeciwko mojej.

— Znasz moją.

— Tak — kiwnął głową — i dlatego chcę cię przekonać do swojej.

— Nie potrzebuję jej. Będziesz tłumaczył wersję, którą sobie obmyśliłeś, by uspokoić własne sumienie. Nic mi to nie da.

— Mnie też nie. Ale możesz potraktować to jako… nie wiem, jako formę rozrywki… i jednak mnie wysłuchać?

Udałam, że się zastanawiam, chociaż oboje znaliśmy odpowiedź na to pytanie. Gdyby brzmiała inaczej, nie byłoby mnie tutaj.

Powoli skinęłam głową, a on zaczął mówić.


Chcesz przeczytać kontynuację? 

DODATEK:
 5 CIEKAWOSTEK O OPOWIADANIU GIERKI 

 Przeczytałeś? Będzie mi miło, jeśli zostawisz komentarz. Zyskam świadomość, że słowa odnalazły właściwego odbiorcę, a moja praca została doceniona. ☺ 

4 Comments

  1. Po pierwsze nie rozumiem początkowego opisu. Latarnie świeciły szpitalnym światłem, także rozumiem, że na biało, to jakim cudem człowiek ubrany na jasno niebieski mógł się wtopić w ten widok. Poza tym odbijał od siebie światło? To świeci jak Edward ze Zmierzchu?
    Mam wrażenie, że używasz za dużo metafor. Chcesz, aby tekst wydawał się być górnolotny, z wyższej półki, ale tak nie jest. Nie uzyskasz tego dając tylko patetyczne sformułowania.
    Za mało opisów. Brakuje mi tego. Wiem, że siedzą w jakimś lokalu, ale równie dobrze mogliby siedzieć w domu, w parku… gdziekolwiek, bo to i tak nie zmienia, bo nic o tym miejscu nie było napisane. Jak dla mnie odpowiedni klimat nie został zbudowany i ciężko się wczuć.
    Pozdrawiam.

    • Dziękuję za komentarz. 🙂 Poniekąd potwierdził to, co sama uważałam. Mam nadzieję, że w kolejnych tekstach uniknę podobnych błędów. Pozdrawiam!

  2. A mi jak najbardziej podoba się nie skupianie się zbędnie na opisie tylko na dialogach, którą są siłą tych opowiadań (i innych tu). Gdyby w rzeczywistym życiu takie dialogi miałyby miejsce… pewnie by ich nie doceniono. Piszę to myśląc o swoim skrawku doświadczeń, który nie jest oczywiście żadnym wskaźnikiem oddania realności. Oczekuje więc dalszych części opowiadania c: .

    • O, widzę, że nie tylko ja nie śpię o tej godzinie w piątek.
      Uważam, że takie dialogi się zdarzają także w życiu. Trzeba trafić na odpowiednie towarzystwo albo osobę. W dodatku, w ramach ciekawostki, mogę dodać, że akurat ten dialog naprawdę miał miejsce.
      Dzięki i dobranoc. 😎

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 Półbohater

Theme by Anders NorenUp ↑