Nierozwikłana sprawa — nagrodzone opowiadanie

To opowiadanie zostało nagrodzone w dwóch ogólnopolskich konkursach dla uczniów szkół średnich (I i III miejsce). Tematyka: obyczajowo-fantastyczna.

Proszę o wyrozumiałość — pisałam ten tekst dwa lata temu, stąd jego naiwność. Zainteresowanych zapraszam do czytania.

✻ ✻ ✻

Nierozwikłana sprawa

Policjant Andrzej Kamiński zaparkował czarnym oplem tuż przy wejściu Zakładu Medycyny Sądowej. Postać odziana w kitel machała do niego ze schodów. Justyna Pawlak, lekarz współpracujący z ich oddziałem w większości spraw. Wymienili podstawowe uprzejmości i weszli do środka, prawie zderzając się z grupą opuszczających budynek studentów.

— Podobno rzadko trafiają wam się morderstwa — rzuciła.

— Przecież twierdziliście, że dziewczyna utopiła się w jeziorze.

— Otrzymaliśmy wyniki testów toksykologicznych oraz paru innych, które rzuciły cień wątpliwości na wcześniejsze wnioski. Chciałby się pan napić kawy?

Kamiński odmówił, na co Justyna z westchnięciem obróciła w palcach tekturowy kubek.

— Jak pan zapewne wie, w przypadku topielców stwierdzenie przyczyny śmierci jest bardzo trudne. Na początku zabezpiecza się ślady cieplne i osmologiczne, jednak w tym przypadku ani jedne, ani drugie nie wystąpiły.

— To źle?

— Nie budzi niepokoju. Bardziej przydają się do tego, aby zidentyfikować ofiarę, aniżeli wykryć sprawcę. Sprawdziliśmy za to mikroślady, szczególnie pomocne przy włamaniach. Osoba, która strzela z broni palnej, zawsze ma między kciukiem a palcem wskazującym drobiny pyłu. Jeżeli przyczyną śmierci dziewczyny było coś innego, niż utonięcie, na ubraniu powinny ostać się drobiny w postaci włókien.

— Rozumiem. — Kamiński poczuł się zirytowany, że traktuje go jak amatora.

— Nie znaleźliśmy niczego. Szukaliśmy również śladów mechanoskopijnych, lecz i to nie przyniosło rezultatów. Dokonaliśmy oględzin zewnętrznych — brak śladów przemocy ani uduszenia. Doszło do rozedmy wodnej płuc, dlatego stwierdziliśmy, że bezpośrednią przyczyną było utonięcie. Próbowała oddychać.

— Czyli jednak samobójstwo?

Justyna pokręciła głową.

— Początkowo wszystko na to wskazywało. Protokoły z tych czynności bywają naprawdę nudne i pracochłonne. ,,Utopienie się’’ jest oczywistością, którą w praktyce większość medyków przyjęłaby z góry, w przypadku odrzucenia innych bardziej prawdopodobnych hipotez.

— Większość medyków, ale nie pani.

— Nie bez powodu wspomniałam przez telefon o nietypowym przypadku. Pływał pan kiedyś w naszym Jeziorze Błękitnym, panie komisarzu?

— Nie. Czasem tylko tam spaceruję.

— Ja w wieku dziewięciu lat pluskałam się niemal codziennie. Pamiętam wysokie trzciny, o które się kaleczyłam, lazurową wodę oraz mnóstwo kamieni ograniczonych siatką w roli fosy. Jeziorko jest naprawdę płytkie, więc utopienie się w nim to trudne zadanie, żeby nie dodać: prawie niemożliwe. Nastoletnia dziewczyna nie potrafiła utrzymać się na jego powierzchni? Wierzy pan w to?

— Kwestia wiary nie ma tu wiele do rzeczy. Mogła pływać w nim kilka godzin, a potem utopić się ze zmęczenia — powiedział Kamiński, po czym rzucił lekko: — Ewentualnie była nieznaną dotąd mistrzynią świata i skoczyła na dwadzieścia metrów od brzegu.

Pani doktor nie zrozumiała żartu.

— Nie odnotowaliśmy urazów szkieletu ani osteoporozy czy nowotworów, więc mało to prawdopodobne.

— To znaczy?

— Denatka ma prawidłową budowę układu kostnego, brak zwyrodnienia stawów, zrostów po wadliwym ustawieniu. W dodatku ta anomalia… — Justyna przerwała, przyglądając swoim dłoniom. — Nie wspomniałam o tym, prawda? Jej ramiona były ułożone, jakby nawet nie próbowała wypłynąć na powierzchnię.

— Cóż w tym dziwnego?

Spojrzała na niego urażona.

— Podczas tonięcia działa odruch bezwarunkowy zaczerpnięcia powietrza i ratowania życia. Każdy człowiek, nawet samobójca, zaczyna wierzgać kończynami, aby wypłynąć. A ona prostu opadła na dno. Żadnych odruchów.

— To możliwe?

— Nie. Od początku próbowałam to panu wytłumaczyć. Wykluczyliśmy jakąkolwiek chorobę. Jeżeli wymuszona pozycja ofiary byłaby spowodowana faktem, że ją związano, zobaczylibyśmy ślady na skórze po więzach. Instynkt obrony można zakłócić wprawdzie poprzez środki zaburzające postrzeganie rzeczywistości, ale testy toksykologiczne nie wykazały obecności używek.

— Czyli jaka jest w końcu przyczyna zgonu?

— Niestety, jeszcze nie zdołaliśmy jej ustalić. — Justyna wyrzuciła kubek, który od dłuższego czasu gniotła w dłoniach. — Dlatego pana wezwałam.

Zawibrował telefon, ale Kamiński natychmiast wyciszył urządzenie, nawet nie zerkając na wyświetlacz.

— Nie rozumiem. Czyli sądzi pani, że denatka została zamordowana?

— Sądzę, że mam duży problem z wykluczeniem lub potwierdzeniem udziału osób trzecich. Pierwszy raz spotkałam się z tak trudnym przypadkiem. Brakuje dowodów na to, że ktokolwiek ingerował w działania tej dziewczyny.

— Co to oznacza? Proszę precyzyjniej formułować myśli.

Justyna klepnęła go po ramieniu.

— To znaczy, że ma pan zagadkę, panie komisarzu. Dziewczyna mogła zostać zamordowana albo sama się utopić. A my naprawdę nie potrafimy wam pomóc.

Korytarz się zapętlił, po chwili znowu znaleźli się przy automacie. Justyna unosiła palec, aby nacisnąć przycisk zamawiający kawę, jednak Kamiński powstrzymał ją gestem. Wyjął z kieszeni colę. Wahała się chwilę, ale w końcu przyjęła puszkę. Wzięła łyk.

— Dziękuję. W razie czego będziemy w kontakcie.

✻ ✻ ✻

Trzy dni śledztwa przebiegły standardowo. Kamiński przepytał rodzinę, wychowawcę, nauczycieli, potem uczniów. Wszyscy byli w szoku i zapewniali, że nie znają osoby, która życzyłyby źle Jadwidze. Wiadomo, takie gadanie — policjant nawet nie brał tego na poważnie. Zbyt dobrze znał się na swojej profesji. Skoro dziewczyna była lubiana, znana i ładna, na pewno miała w zasięgu wzroku co najmniej jedną zawistną koleżankę bądź chłopca, któremu się podobała i którego, być może, upokarzała lepiej niż niejedna filmowa femme fatale. Najciemniej jest zawsze pod latarnią.

Brakowało tylko tropów. Nigdzie nie znalazł śladów szykan ze strony rówieśników, większych konfliktów na tle towarzyskim, problemów, szantaży czy skandalicznych zdjęć. Jadwiga wychowywała się w rozbitej rodzinie od dziesiątego roku życia, jednak wiarygodni świadkowie twierdzili, że Małgorzata Grabowska miała złote serce i drugiej tak wspaniałej, opiekuńczej matki ze świecą szukać. Kamiński uwierzył w to bez większego kłopotu — sam z nią rozmawiał i odniósł podobne wrażenie. Wykreślił ,,przemoc domową” ze swojej myślowej listy. Depresja? Też nie, przynajmniej tak twierdziła rodzina.

Po tygodniu śledztwa był w kropce. Siedział przy stole w jadalni i patrzył tępo przed siebie, próbując poskładać chaotyczne elementy układanki w całość. Przyjął, że ma do czynienia z samobójstwem, ale gdyby wziął pod uwagę morderstwo, sprawa zmieniłaby kierunek. Nie chciał jednak brnąć w tą zgubną możliwość. Za wiele dowodów było na ,,nie”, zbyt dużo niewiadomych krzyżowało mu wnioski.

Wyobraził sobie, jak Jadwiga spada na dno płytkiego jeziora, ciężka i bezwładna niczym kłoda. Jej ręce powinny, zgodnie z wszelkimi prawami, unieść się ku powierzchni, a nie wczepić w kieszenie. Sama ich nie unieruchomiła.

— Samobójstwo lub morderstwo. Istnieją dwie możliwości, ale skupiam się tylko na tej bardziej prawdopodobnej — rzekł na głos Kamiński.

Jego żona wyłoniła się z sypialni. Miała na sobie niebieską, falbaniastą sukienkę i dopasowaną kolorystycznie bransoletę.

— Czyli błądzisz jak dziecko we mgle.

— Mogłabyś mi pomóc — mruknął Kamiński. — Jesteś pedagogiem. Powinnaś coś wiedzieć o nastolatkach i przyczynach ich samobójstw.

Anastazja oparła się o jego krzesło.

— Nigdy jej nie badałam, ale mogę powiedzieć jedno — oznajmiła. — Człowiek to uparte bydlę wczepiające się w życie zębami i pazurami, więc, poza depresją endogenną lub psychogenną, ciężko go zmusić do czegoś, co jest przeciwne jego naturze. Chyba, że oszukasz jego zmysły lub pozbawisz go instynktu samozachowawczego, na przykład uczucia strachu przed śmiercią, może receptorów bólu… Bezsensowna sprawa. Poproś tych lekarzy, by jeszcze raz ją zbadali i przekaż tę sprawę komuś innemu.

Kamiński powoli skłaniał się ku tej możliwości. Byłoby to dla niego upokarzające, jednak uważał, że w jego zawodzie chodziło przede wszystkim o odkrywanie prawdy — nie jakiekolwiek względy. Zależało mu, żeby rozwiązać tę zagadkę i oddać sprawiedliwość zarówno rodzinie Jadwigi, jak i jej znajomym. Dał sobie czas do czwartku.

✻ ✻ ✻

Ponownie pojechał do szkoły, w której uczyła się dziewczyna. Siedząc w samochodzie, obserwował licealny narybek wypływający z niewielkiego budynku. Uczniowie zachowywali się głośno — chichotali i rozmawiali, kilkukrotnie padło słowo ,,matura” z ust starszych. Jeszcze gramolili się z kokonu szkolnej rzeczywistości, w którym kisili się osiem godzin i powoli, z twarzą zwróconą ku słońcu, wracali do życia. Chłopcy wysocy i spoceni, dziewczyny umalowane, głównie w spódnicach i przykrótkich bluzkach.

Kamiński próbował wyobrazić sobie Jadwigę dotrzymującą kroku tej chaotycznej grupce. Zwykła nastolatka, może trochę inteligentniejsza niż reszta, zważywszy na liczne nagrody w konkursach matematycznych. Czy naprawdę tak ładna? Zerknął na zdjęcia i stwierdził, że pewnie nie zatrzymałby na niej dłużej oka. Rówieśnikom mogła się podobać. Weźmie na to poprawkę.

Odczekał, aż dzieciaki minęły jego samochód i otworzył drzwiczki. Bez problemu znalazł odpowiednią salę. Mieściła się na końcu korytarza. Była przeciętnym niskobudżetowym pomieszczeniem z drewnianymi krzesłami, porysowanymi ławkami oraz brzydkimi roślinkami przy suficie.

— To dla nas wszystkich wstrząs. Tragedia nie do zrozumienia — powiedziała wychowawczyni klasy. — Proszę mi wybaczyć, ale wciąż nie potrafię się z tym pogodzić. Tak lubiłam tę dziewczynę.

— Czy Jadwiga miała jakieś problemy w domu? Skarżyła się?

— Nic mi o tym nie wiadomo.

— Dobrze się uczyła?

— Oczywiście, przynajmniej z mojego przedmiotu. Już to panu mówiłam.

— A była lubiana?

— Tak. Wydaje mi się, że była tu jedną z najbardziej lubianych osób.

Kamiński poczuł, że znowu ogrania go zmęczenie. Zduszona w zarodku nadzieja przekształciła się w przygniatającą rezygnację. Po kilku oczywistych pytaniach i równie jasnych odpowiedziach podziękował wychowawczyni za rozmowę.

Przeszedł się korytarzem, rozważając kolejne strategiczne kroki. Obejrzał gablotkę z osiągnięciami uczniów. Nazwisko Jadwigi Grabowskiej także na niej widniało. Już miał wychodzić, gdy usłyszał za sobą głośno i wyraźnie:

— Samobójcy są słabymi ludźmi. W dodatku tchórzami. Gardzę tchórzostwem, a pan nie?

Odwrócił się. Stanął oko w oko z niską, tęgą dziewczyną. Miała na sobie luźny T—shirt i sprane dżinsy, jednak najbardziej zwracały uwagę oczy: silne, groźne, chociaż kryjące też w sobie pewną łagodność.

— W sumie to gardzę wieloma rzeczami — dodała — począwszy od schematyczności, kończąc na dwulicowości i samej sobie. Też jestem tchórzem. Ale nie takim, by uciekać się do samobójstwa.

Kamiński nie wiedział, co odpowiedzieć. Był zdziwiony śmiałością i bezpośredniością dziewczyny, lecz jednocześnie zaintrygowany.

— Pewnie myśli pan, że mówię w ten sposób, ponieważ zazdrościłam Jadwidze popularności, inteligencji czy wyglądu. Myli się pan. Znałam ją ledwie z widzenia. Nigdy się z nią nie kontaktowałam.

— Tak? W takim razie…

— Nieważne. Zechciałby pan pójść ze mną do kawiarni na rozmowę? Mam teraz sprawdzian, na który się nie nauczyłam, a w ten sposób oboje moglibyśmy dobrze spożytkować czas.

Kamiński wahał się tylko przez chwilę. Może dziewczyna coś wiedziała.

— Zgoda — odparł. — Z czego piszesz ten test?

— Z matematyki.

— Jadwiga była uzdolniona matematycznie — wymknęło mu się.

Uczennica wzniosła brwi.

— Owszem. Miała wiele talentów, o wiele więcej, niż pan myśli. Ale o tym jeszcze porozmawiamy.

✻ 

Znaleźli miejsce w kawiarni znajdującej się obok konstrukcji metalowego mostu. Po drodze Kamiński dowiedział się, że małolata ma na imię Weronika. Chodziła do drugiej klasy liceum i była na profilu medycznym. Przyglądał jej się ukradkiem, rozważając, czy przy sprzyjających okolicznościach można byłoby nazwać ją nietypową. Stwierdził, że chyba nie.

Zamówili naleśniki. Kamiński nawet nie oczekiwał, że dziewczyna wzięła ze sobą pieniądze. Nie miał też pojęcia, dlaczego godził się na to wszystko. Chyba naprawdę był zdesperowany.

— Czyli twierdzisz, że nie znałaś Jadwigi? — zapytał.

— Niebezpośrednio — odpowiedziała. — Zanim zaczniemy poważną rozmowę, chcę tyko dodać, że zamierzam być z panem całkowicie szczera. Dobrze panu z oczu patrzy i sądzę, że spotkam się ze zrozumieniem.

— Co jej zrobiłaś?

— Mówiłam już, że nic. Po prostu pragnę wypowiadać się bez ciężkiej świadomości, że zostanę przytargana do aresztu za zwykłe wyrażenie opinii.

Kamiński kiwnął głową. Dał jej znak, aby kontynuowała.

— Jest pan naiwny, jeśli sądzi, że usłyszy prawdę od jej kolegów — rzekła Weronika. — Po pierwsze, boją się, że zostaną obarczeni odpowiedzialnością, a po drugie — zmarłych się nie obgaduje. Teraz widzą w niej same zalety i czują żal. Wtedy było inaczej.

— Wtedy?

Weronika skinęła głową.

— Szkoda, że jej pan nie znał. Nabrałaby pana tak jak wszystkich dorosłych mężczyzn tymi wielkimi, niewinnymi ślepiami, w których trzepotały łzy. Niesamowita aktorka. Widziałam to najlepiej, ponieważ nigdy nie zwracała na mnie uwagi. Siedziałam z boku i patrzyłam.

Kamiński odzyskał przytomność w jednej chwili.

— Nie lubiłaś jej?

— Szczerze mówiąc, nie znoszę takich ludzi. Brzydzę się konformizmem i fałszem.

Komisarza ogarnęło niezdrowe poruszenie. Nawet, jeśli kłamała na temat Jadwigi, złapał chociaż cień tropu.

— Miała wrogów?

— Miała, ale to nie byli wrogowie — odparła Weronika. — Lecz jej ofiary. Zawsze szydziła ze słabszych od siebie. Zna pan ten typ osób, prawda?

— Ja? — zdziwił się Kamiński.

— Nigdy nie pomyślał pan: to, co robię i kim jestem, nie ma znaczenia, skoro zawsze znajdzie się bezwzględna, szydercza grupa ludzi nade mną, która z tego zakpi? W końcu o wszystkim da się powiedzieć z ironią i drwiną. Jadwiga była właśnie takim człowiekiem. Lubiła podbudowywać swoją samoocenę, zrównując innych z ziemią. Robiła to jednak dyskretnie i inteligentnie, aby nie spotkać się z konsekwencjami. Sprawdzał pan może, do którego gimnazjum chodziła?

— Pobieżnie. — Kamiński przywołał z pamięci tę informację.

— Ale nie dokopał pan się do tego, co stało się w pierwszej klasie. Inaczej miałby pan inną minę. — Weronika uśmiechała się coraz szerzej. — Jadwiga przyjaźniła się z pewną dziewczyną. Była to spokojna osoba, choć dość głupiutka, a więc prosta do manipulowania. Pewnego razu nagrała na telefonie pewien żenujący filmik, na którym śpiewała i tańczyła w samym staniku i majtkach. Jadwiga natrafiła na to nagranie i wysłała potajemnie na swój telefon. Nie minął tydzień, a filmik gościł już na komórkach większości uczniów szkoły. Ta dziewczyna nie miała życia — wystarczyło, że szła korytarzem, a koledzy i koleżanki wyśpiewywali głośno piosenkę z filmiku i wytykali ją palcami. W sprawę zamieszała się pedagog, a w końcu rodzice ofiary. Dyrekcja zarządziła, aby agresorzy usunęli filmik. Większość to zrobiła, ale nie wszyscy. Zachował się jeden, został ponownie rozesłany i rozrywka trwała nadal. Właśnie Jadwiga dowodziła tym wszystkim.

Kamiński mimowolnie zacisnął zęby.

— I? — drążył. — Czy ta dziewczyna chodzi z nią teraz do klasy?

— Wtedy popełniła samobójstwo.

— Niemożliwe. — Odchylił się do tyłu na krześle. — Więc dlaczego nigdzie…

— Ponieważ nikogo za to nie ukarano — powiedziała Weronika. — Odpowiedzialność zbiorowa. Nie dotarli do głównego sprawcy.

— A ty? Czemu tak wiele o tym wiesz?

— Ponieważ ta dziewczyna była moją siostrą. Rok starszą. — Weronika spojrzała komisarzowi w oczy, oczekując reakcji, ponieważ jednak żadnej nie otrzymała, ciągnęła: — Ma pan rodzeństwo?

— Młodszego brata — odparł Kamiński. — To bardzo przykre. Proszę przyjąć wyrazy współczucia…

— Och, ale ja nie chcę pana współczucia. Chcę sprawiedliwości.

Kamiński żałował, że nie wziął dyktafonu. Przez tyle dni szukał sprawcy, a teraz zjawiła się tuż przed jego nosem, w dodatku dobrowolnie. Prawie ją miał. Z drugiej strony, coś mu zgrzytało w przebiegu tej rozmowy. Cała historia brzmiała mało prawdopodobnie i wątpił, aby Weronika wyjawiła mu prawdę, wiedząc, że stała się podejrzaną numer jeden.

— Kilka lat temu patrzyłam na rozciągającą się przede mną pustą ulicę, myśląc, jakie to wszystko jest chore — ciągnęła. — Pragnęłam nie tyle zadać Jadwidze ból, co ją wyeliminować, wykreślić jej istnienie z tego świata.

— I zabiłaś ją?

— Nie wierzę, że osoba taka jak ona może się zmienić i wyrosnąć w przyszłości na wspaniałego człowieka o dobrym sercu.

— Czyli ją zabiłaś.

— Pana naprawdę interesuje tylko to? — Weronika spojrzała na niego z rozczarowaniem. — Nie tknęłam jej nawet palcem. Szukajcie, ile chcecie, ale nie udowodnicie mi niczego.

,,Wariatka” — chciał pomyśleć Kamiński, jednak jakoś nie był w stanie. Coś go przed tym powstrzymywało.

Pachnące naleśniki wparowały na stół. Kelnerka życzyła im smacznego, ale nie spojrzeli na nią ani przez chwilę. Policjant czuł się coraz bardziej zdezorientowany.

— Zdajesz sobie sprawę, że to, co powiedziałaś, bardzo poważnie cię obciąża?

— Oczywiście — odrzekła Weronika — ale przyznałam się do tego tylko dlatego, że mogę z łatwością wymazać panu z głowy te wspomnienia. W każdej chwili.

Kamiński nawet nie miał ochoty tego komentować. Spytał tylko:

— Doprawdy?

— Jak pan sądzi, dlaczego Jadwiga miała tak dziwnie ułożone ramiona?

— Mamy na ten temat kilka hipotez…

— Oboje wiemy, że niczego nie macie. A ja nawet się do niej nie zbliżyłam. Wystarczył mentalny komunikat ,,Utop się, nie próbuj wypłynąć”. Udowodnić to panu?

Ich spojrzenia toczyły w powietrzu pojedynek. Kamiński poczuł, że krew tętniąca w jego skroniach spłynęła w dół.

— To proste — powiedziała Weronika. — Wpierw wycisza się emocje, jakby przekręcało się gałkę w radiu. Człowiek musi poczuć się naprawdę samotny i bezwartościowy. Wtedy staje się podatny na różne sugestie. I wystarczy tylko pchnięcie. Delikatne. — Wzięła do ręki widelec. — On sam staje nad brzegiem jeziora, ty jedynie go popychasz. Proszę, niech pan się zajmie swoją porcją. Wiem, jak bardzo było panu szkoda wydać na mnie pieniądze. Od początku czytałam w pana myślach.

Kamiński nie ruszył się ani o centymetr. Dziewczyna miała pewnie schizofrenię, ale mówiła o wszystkim z takim przekonaniem, że zaczął powoli wciągać się w tę spiralę szaleństwa i momentami wierzył w wypowiadane przez nią absurdy. Niedorzeczne. Zastanawiał się nawet, czy nie wyjąć kajdanek, aby ją trochę postraszyć, niby to bawiąc się nimi.

— Powodzenia w szukaniu rozwiązania — powiedziała Weronika. — Nie znajdziecie go. Na przypadłość Jadwigi nie ma innego wytłumaczenia niż takie, które właśnie przedstawiłam. I może darować sobie pan te kajdanki.

Kamiński mrugnął gwałtownie. Czytała z mowy ciała. Niech ją szlag.

— Proszę pana, naprawdę nie miał pan ochoty tego zrobić?

— Czego? — Policjant nie zrozumiał.

— Zamordować osoby, która czyni zło. Prowadził pan kiedyś sprawę pedofila duszącego swoje ofiary po stosunku. Widzę pana emocje, wciąż żywe pomimo upływu tylu lat. Jeden mały człowieczek robiący rzeczy, które ścierają w proch drzewa pokoleń. Niektórzy nie zasługują na to, by żyć. Może ja też.

Weronika z apetytem pałaszowała swoją porcję. Kamiński przyglądał się temu w milczeniu. Nie zareagował nawet wtedy, gdy ona odsunęła krzesło i wstała, wykładając własne pieniądze.

— Bardzo dziękuję za rozmowę — powiedziała. — Sądzę, że zrozumiał pan, co chciałam przekazać.

Przez chwilę Kamiński poczuł lęk, widząc wyraz jej twarzy. Wciąż jednak wyparło go racjonalne przekonanie, że ma do czynienia z zaburzeniami, ale o wiele za słabymi, aby stanowiły zagrożenie.

— Załóżmy, że ci wierzę — powiedział. — W jaki sposób wpływasz na wolę innych?

— Potrafiłam to od dziesiątego roku życia. Potem ćwiczyłam. — Weronika zrobiła ruch dłonią, jakby chciała odgnić od siebie ten temat. — Nie słyszę myśli innych ani nic z tych rzeczy. Jedynie umiem kierować ich działaniem, jeśli się postaram.

— Żałujesz tego, co zrobiłaś?

— A jeśli tak, czy coś to zmieni?

Dziewczyna nie dodała ani słowa więcej. Spojrzała na niego po raz ostatni i narzuciła plecak na ramiona, nim wyszła z lokalu.

Kamiński wbił wzrok w stół. Już wiedział, że zrezygnuje z prowadzenia tej sprawy. Uświadomił sobie ten fakt z całą jasnością.

sierpień 2015

✻ ✻ ✻

PS Z myślą o kreatywnych młodych osobach założyliśmy zamkniętą grupę na facebooku. Dzielimy się inspiracjami i służymy radą każdemu, kto chce się rozwijać. Dołącz do nas: LINK DO GRUPY.

Anna

Te artykuły mogą Cię zainteresować:

 

31 Comments

  1. Gratuluję udanego opowiadania na konkurs. Chyba tak bardzo się nie zestarzało przez te dwa lata.

  2. Zagubiony Artysta

    12 lipca 2017 at 21:07

    To jest świetne! Nie chcę Tobie słodzić, ale jesteś lepsza od tej całej Katarzyny Bondy-„królowej polskich kryminałów” 😀
    Mam sporo książek w domu, od Mickiewicza po C.S. Lewisa, ale wiesz czyjej książki nie mam? Twojej. ⭐⭐⭐
    Życzę powodzenia w pisaniu, najlepiej kryminałów. 😘

    • Półbohater

      12 lipca 2017 at 22:16

      Dawno nie przeczytałam komplementu, który sprawił, że się roześmiałam. 😀 Dziękuję!

  3. Super opowiadanie 🙂

  4. Po raz kolejny czytając wpis żałuje, że to już koniec, kiedy kontynuajcja dzieła. Brawo za pomysł, masz bardzo lekkie pióro i głowę pełną pomysłów.

  5. Lubię takie opowiadania, przyjemnie się Ciebie czyta 🙂

  6. Gratuluję, naprawdę kawał dobrej roboty 🙂

  7. Gratuluję i życzę wydania książki!

  8. Gratuluję nagrodzenia w konkursie. Ja kiedyś też próbowałam swoich sił w podobnych konkursach, ale zawsze bez efektów.

  9. Genialne opowiadanie! Bardzo dobry styl. 🙂

  10. Brawo! Wielkie gratulacje za to opowiadanie!

  11. Lubię takie kryminalne historie. Masz bardzo fajny styl i widać, że pisze Ci się z lekkością. Gratulacje 🙂

  12. Nie dziwię się, że zostało nagrodzone 🙂

  13. W sumie, chętnie przeczytałabym całą taką powieść 🙂 Zdecydowanie moje klimaty 🙂

  14. Czytało się dobrze, a zakończenie zaskakujące.

  15. Świetne opowiadanie. Gratuluję wyróżnienia:)

  16. Gratuluję sukcesów i życzę wielu kolejnych w przyszłości.

  17. Brawo! gratuluję sukcesów! Tak trzymaj!

  18. Intrygujące i zaskakujące – więcej chyba pisać nie trzeba. 😉

  19. Dobre to! Nawet bardzo. A zdjęcie z góry będzie mi się śnił po nocach 😉

  20. Chyba Ci to już kiedyś napisałam, ale napiszę jeszcze raz- chętnie kupilabym Twoją książkę. Moim zdaniem bardzo udany debiut 🙂

  21. Nagroda zasłużona w pełni. Widziałabym to w formie dobrej książki.

  22. zapiecek.art13

    23 lipca 2017 at 23:55

    Też nie dziwię się, że zostało nagrodzone

  23. Gratulacje. Tekst pisany tak dawno temu, a taki świenty. Super robota!

  24. Łał! Wbija w fotel. Na prawdę dobrze się to czyta. Nie myślałaś o książce?

  25. Koniecznie pisz ! Super się czyta, lekko – życzę dalszych sukcesów na tym polu 🙂

  26. SUPER!!! <3

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Półbohater

Theme by Anders NorenUp ↑