Nie, nie mam przyjaciół — opowiadanie

Aniu, do you have any friends? — spytała nauczycielka na lekcji  angielskiego.

Należała do tego typu kobiet, przy których zawsze zastanawiałam się, czy są ładne. Okrągła twarz, oczy osadzone blisko siebie, odstające uszy, wąskie usta.

Rzęsy malowane w pośpiechu. Dobierała za ciemny podkład, ale nadmiar brązu komponował się z jej energiczną, barwną  osobowością.

,,Do you have any friends?”. To mimowolnie brzmiało jak wątpienie.

— Mam — odparłam. — Moja przyjaciółka jest inteligentna i ciekawa. Interesuje się biologią. Rozumie moje myśli, uczucia. — Przeklęłam własną znajomość angielskiego; zasób słów pozwolił mi na rażąco oszczędne wyrażenia.

— Chodzi do naszej szkoły? Do równoległej klasy?

Dzwonek. Nauczycielka posłała mi uśmiech, przez który, pomimo pewnego automatyzmu, przebijała się sympatia.

Krótkie przerwy. Trzeba emigrować spod jednej sali do drugiej, lawirując wśród spoconych młodych ciał. Tłok  jak w korycie, każdy się pcha na oślep.

Pomyślałam, że będę bardziej towarzyska i celowo nie wzięłam ze sobą słuchawek, w konsekwencji czego docierał do mnie każdy szmer, każdy piskliwy wrzask. Rozmowy brzęczące jak stado os pod kloszem. Jakaś dziewczyna krzyczała na całe gardło: ,,HA HA HAHA IHAHA”. Miało to być w zamierzeniu kokieteryjne i beztroskie, ale każda sylaba chichotu dudniła mi w uszach jak fałszywy dźwięk zagrany na pianinie.

Dusiłam się w tłumie, czułam się jak wciśnięta w przeraźliwie ciasny gorset. Wreszcie na pierwszym piętrze więcej swobody. Można oddychać.

Wtedy zauważyłam Wilk. Szła korytarzem, ubrana w kurtkę zbyt grubą jak na sterylną kubaturę, na której ogrzewanie dyrekcja wykładała sporo pieniędzy. Przemknęła po schodach z rękami w kieszeniach, torbą na ramieniu.

Nie podbiegłam do niej. Byłyśmy umówione po lekcjach w kawiarni. Czekała na konsultacje z chemii, a ja, zachwycona propozycją wspólnego spędzenia czasu, bez wahania zgodziłam się z nią spotkać.

Przyjaciółka? Raczej kandydatka na przyjaciółkę. Bardzo konkretna kandydatka.

A może już przyjaciółka?

Warto wrócić do początku…

Zaczęłam nazywać ją Wilkiem, ponieważ tłumaczyła mi złożone zjawiska społeczne, patrząc na nie przez pryzmat zachowań występujących wśród tych zwierząt.

— Ważna jest współpraca, umowy i powiązania między ludźmi. Nawet najbardziej wytrwały wilk zostanie rozszarpany przez stado.

— Nie mogę się zgodzić — odparłam. — Ludzie głupieją w grupach.

— Stado owiec owszem, ale nie wataha wilków. Ich siła polega na tym, że potrafią działać w zorganizowanej grupie, w której każda jednostka ma swoje miejsce. Jednocześnie dzięki rywalizacji wewnątrzgatunkowej nie wyzbywają się indywidualnych cech. Nieprzerwanie się doskonalą.

— Chyba znam kilka wilków.

— Na przykład kogo?

— Ciebie.

Powoli skinęła głową.

— Masz rację. Jestem wilkiem.

— Należysz do jakiejś watahy?

— Owszem. I… zastanawiam się nad zaoferowaniem ci w niej miejsca.

Początkowo nie przepadałyśmy za sobą. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce na boisku. Musiałam usiąść obok niej na WFie, to przewróciła oczami i zatrzasnęła książkę, rzucając mi spojrzenie wzgardy. Zaoferowałam, że jeśli chce, mogę się z nią zamienić miejscami, by czytała poza zasięgiem mojego wzroku. Bez słowa, z miną urażonej księżniczki, to zrobiła.

Z każdego jej gestu płynął komunikat: nie zbliżać się. Wydawało się, że miała problem, który promieniował z jej wnętrza. Przemoc domowa? Trudny charakter? Plotkowano o tym w klasie. Niekiedy kobieca loża szyderców się z tego wyśmiewała. Dziwna jakaś — słyszałam szepty koleżanek, sama się z nimi zgadzając.

Była ładna, ale w nieoczywisty sposób. Miała surową urodę chłodnej blondynki o skandynawskich korzeniach.  Bladość porcelanowej lalki. Wilk kategorycznie wykluczyła ten typ wizerunku, łącząc feministyczne marynarki z wyrazistym szykiem właściwym bizneswomen.  Nie rozstawała się ze skórzaną kurtką, nosiła ciężkie glany, a z jej słuchawek, wiszących u szyi jak ozdoba, płynął dudniący metal.

Mój stosunek do niej zmienił się z dnia na dzień. Na zajęciach WFu grałyśmy w przeciwnych drużynach koszykarskich. Wilk stała na lekko ugiętych nogach i kozłowała piłkę.

Kiedy pozostali uczniowie bezmyślnie rzucali się w jej stronę, robiła uniki, wyważone i pełne gracji, w które wkładała minimalny wysiłek. Nawet wtedy, gdy przeciwnicy wymachiwali rękami tuż przed jej twarzą. Nie tylko patrzyła, ale także myślała — zielone oczy przeskakiwały po boisku, chłonąc wszystkie drobne elementy. Uśmiechała się z rozbawieniem — i w tym uśmiechu zamykał się cały urok jej osoby.

To było niesamowite. Zaczęłam się zastanawiać: kim naprawdę jest? Czy mogłabym ją lepiej poznać?

Dwa dni później spotkałyśmy się przypadkowo z tyłu biblioteki, przy książkach przeznaczonych do oddania w dobre ręce. Zagarnęłam dwa słowniki, Wilk pracę o tytule Na początku był wodór.

— Jeden zero dla ateistów, chrześcijanie — rzuciłam, bo wiedziałam, że jest niewierząca. Na dodatek należała do najbardziej denerwujących niewierzących: zadających podchwytliwe pytania, męczących trudnymi teoriami.

Wilk, słysząc ten komentarz, uśmiechnęła się szeroko.

Nasza relacja plotła się mozolnie i nieporadnie. Zaczęło się od wspólnego okupowania tyłów klasy. Długich debat. Niewybrednych żartów. Potem obustronne, nieokreślone zaangażowanie. Pierwsze szczere zwierzenia.

Raz przyszła do szkoły spóźniona, rozczochrana, bardziej depresyjna niż zwykle. Wyglądała, jakby nie spała całą noc. Kiedy spytałam o powód, odparła, że zakończyła swój pierwszy poważny związek.

— Przykro mi… — powiedziałam, a potem spytałam: — To wyszło od ciebie?

— Tak. Miałam ważny powód.

— Jaki? Jeśli nie chcesz, nie mów.

Odmiotła mnie wzrokiem. Nie ze złością. Raczej podejrzliwie, jakby się wahała.

— Powiem ci, kiedy poznasz mnie lepiej.

Wilk była inna niż wszyscy, których dotychczas znałam. Skryta, niepokojąca, funkcjonowała momentami jak bardzo inteligentny robot, co też sama przyznawała — rzadko słyszałam w jej głosie ślady emocji czy jakiegokolwiek podniecenia, ekscytacji.

Dlatego nie potrafiłam jej zaufać. Przy innych ludziach intuicyjnie kierowałam się ścieżkami wytyczonymi przez uczucia, które łączyły. U niej doznawałam mrozu, który zarazem działał na mnie hipnotycznie.

Bijące od niej opanowanie sprawiało, że znajdowałam się w większej równowadze. Jej oszczędność w wyrażaniu uczuć współgrała z moją emocjonalną labilnością, tonowała ją i rozmętniała.

Kiedy spoglądam na tę relację z perspektywy czasu, wydaje mi się, że Wilk była dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. Stała się autorytetem, wzorem do naśladowania, duchową starszą siostrą. Zachwycała mnie — stłamszoną, niepewną siebie dziewczynę, której postępowanie mogłoby uzupełniać definicję everywoman. Liczyłam się z każdym jej słowem.

— Nie mów ,,postaram się to zrobić” i ,,chciałabym to zrobić” — ganiła mnie Wilk — mów ,,zrobię to”.

Idąc za jej przykładem, skreśliłam ze słownika termin ,,marzenia”, zmieniając go na ,,plany na bliższą i dalszą przyszłość”.

Z fascynacją słuchałam jej złożonych analiz na temat innych ludzi, które pokrywały się z moimi szczątkowymi spostrzeżeniami. Z czasem zaczęłam przyjmować te opinie a priori, wiedząc, że się nie myli odnośnie danego człowieka.

Im bardziej się do siebie zbliżałyśmy, tym więcej dostrzegałam w niej niespójności.

Potrafiła nagle przestać się do mnie odzywać, nie komunikując, dlaczego tak postępuje. Najgorsze było ignorowanie. Kiedy wreszcie po paru dniach wyciągała do mnie rękę, zalewało mnie nieadekwatne poczucie wdzięczności. Z czasem ta niestałość stała się smyczą, za którą Wilk pociągała zgodnie ze swoimi humorami.

Siedziało w niej coś niepokojącego. Ale byłam pewna, że właśnie to, co lęgło się pod jej skorupą, jednocześnie decydowało o jej ogromnej wyjątkowości.

Miałam satysfakcję, że jako jedna z nielicznych znałam też drugą stronę Wilk: ciepłą, delikatną, ujawniającą się w rzadkich chwilach. Znałam tę pogodną dziewczynę, która głaskała mnie delikatnie po głowie i cieszyła się z małych rzeczy. Uczucia jak drobne sztuczne ognie pojawiały się na jej twarzy, nim ginęły w oczach.

W grudniu byłyśmy już dobrymi znajomymi. Przynajmniej tak myślałam.

Tego ranka schodziłyśmy po schodach; minęłyśmy licealistów uwięzionych w ekranach smartfonów. Młodzi uzależniali się nie od ciepła skóry, lecz ciepła komórki. Potrzebowali bezustannego połączenia z siecią: wielkim sercem, do którego wędrowały sygnały elektryczne jak żyły.

Spojrzałam na Wilk. Jej wzrok piął się przy filarach. Spytałam:

— Jak minął ci weekend?

— Byłam na weselu — odparła. — Pojechaliśmy z rodzicami do wsi pod Krakowem. Poznałam tam jedną dwudziestolatkę. Jak ona miała? Ewa? Ela?

Zwykle rzuciłaby mi ochłapy w postaci dwóch — trzech wyrazów. Najwidoczniej dopisywał jej humor.

— Wpierw rozmawiałyśmy. Siedziałyśmy razem na pufie, wypiłyśmy parę kieliszków. I mnie pocałowała. Rozumiesz?

— Że w usta?

— I jeszcze się śmiała, że niby jestem bojaźliwa. Zawsze myślałam, że to ja dominuję inne dziewczyny.

Co? Nie czekając na moją reakcję, Wilk mówiła dalej:

— Po przyjęciu wyszłyśmy na dwór i uciekałyśmy przed psami. Goniły nas, głośno ujadały… Wiesz, jak to jest, biec przez wieś w szpilkach? Nawet udało mi się ją wyprzedzić. Było świetnie. I znów się całowałyśmy.

Zahaczyła o mnie wzrokiem. Jej głos zmiękł, zaczęła mówić wolniej, choć nie bez ironii:

— Wybacz, przecież nie zapytałam, czy cię nie obrzydzam. Nie każdy chciałby o tym słuchać.

Pokręciłam głową w sposób mechaniczny, jakby cudze palce trzymały mi podbródek.

— Nie… możesz kontynuować.

Przetasowała mnie wzrokiem. Zaraz jednak jej twarz się rozluźniła, na usta wpłynął kpiący uśmieszek.

— Wzięłam numer od tej dziewczyny. Ładna jest. Może umówi się ze mną w przyszły weekend?

Zmieniła temat, a kiedy usiadłyśmy w klasie, niemal zapomniałam o tej rozmowie. Wróciłam do niej kilkanaście godzin później.

Siedziałam sama w kuchni. Zwykle po północy dom wciąż żył, oddychał; rodzice szurali kapciami po podłodze, pralka kończyła pracować, woda biegła przez kanalizację, zastygłe powietrze szukało ujścia przy framugach. Teraz jednak panowała nicość, jakbym zawisła w pustce.

Wlewając wrzątek, przerzucałam w głowie wspomnienia słowotoku Wilk, jej niecodziennej gestykulacji i nagłej powagi, kiedy czekała na moją odpowiedź.

Czyli lubiła dziewczyny. Nie powinno mnie to zaskoczyć. Chociaż przyznaję, zaskoczyło. Zarówno preferencje Wilk, jak i fakt, że mi o nich powiedziała.

Znałam kilka lesbijek. Były szczerymi, energicznymi dziewczynami o chłopięcym wyglądzie, które traktowały swój pociąg bez żadnych kompleksów. W zachowaniu przypominały bardziej figlarne dzieciaki niż dorosłych. Może dlatego nie odbierałam ich poważnie. Miały dużo partnerek i zdawały się ,,zadowalać” każdą koleżanką, pragnącą pod wpływem alkoholu i nagłej śmiałości eksperymentów.

Nie odrzucało mnie od nich. Nie widziałam w ich potrzebach nic nieodpowiedniego, wymagającego leczenia. Ale myślę, że gdybym kochała osoby tej samej płci, mało kto by o tym wiedział. Sądziłam, że Wilk miała podobne podejście. Ostrożnie wydzielała światu porcje swojego wnętrza.

Takie wyznanie zawsze coś zmienia. Nie wierzę w zapewnienia, że nie.

Skarciłam się w myślach: to dobrze, że mi zaufała. Rozmowa  potoczyła się naturalnie, bez pompatyczności.

Kilka razy Wilk wspomniała o dziewczynach. Że z jedną chciałaby się związać. Jej pierwsza partnerka była dużo starsza. Urwane fakty, które drażniły moją ciekawość, ale — podane w tak cząstkowej formie — nigdy jej nie zaspakajały.

✻ ✻ ✻

Dwupiętrowy, przeszklony Columbus wyrastał przy ruchliwym skrzyżowaniu. Stanęłam przed nim, pokonawszy przegrodę trzech pasów.

Prostokątny obiekt, posiekany liniami jak kostka Rubika. Ziejący martwotą już z zewnątrz. Kwestią czasu było, kiedy przybytek zostanie zamknięty. Dla większości mieszkańców był nowoczesną ozdobą odcinka centrum, podziwianą z dystansu ulicy.

Wilk stwierdziła, że skoro się spóźniłam, nie poinformuje mnie, gdzie usiadła. Chwilę robiłam z siebie idiotkę przed personelem, pędząc po schodach w górę i w dół, by ją znaleźć. Kiedy wreszcie mi się udało, nie powitała mnie zwykłym cześć, jak to czyni większość młodych ludzi, lecz podała rękę i nakłoniła do zamówienia kawy.

Sprzedawczyni zawołała mnie z pobłażliwym uśmiechem. Zaczęłam krok po kroku zbliżać się z tacą w stronę schodów. Usłyszałam, że kobietki konspiracyjnym szeptem zastanawiają się, czy dam radę donieść zamówienie. Gdy stanęłam przy stoliku, poskarżyłam się Wilk:

— Przez ciebie panie przy kasie robiły zakłady, czy wywalę się z kawą.

Wilk uniosła wzrok znad telefonu i, zamiast słów współczucia, usłyszałam:

— Wiem, śmiesznie to wyglądało. Też chciałam, ale nie miałam z kim.

Wybrała dobre miejsce do nauki. Lokal był przytulny i, co ważniejsze, cichy. Łagodne kolory i motywy marynistyczne wchodziły w dialog z antycznymi meblami. Miłe połączenie, ale mało oryginalne jak na lokal z popularną kawą. Szczególnie w tym regionie.

— Co kupiłaś? — spytała.

— To, co było najtańsze.

— Bywają sytuacje, w których nie wypada zamawiać najtańszej kawy.

— Wiem. Nasze spotkania się do nich nie wliczają.

Uniosła brwi, jednak bez słowa przyjęła to do wiadomości.

Piłam napój w napięciu. Tego dnia nie czułam się luźno w jej towarzystwie. Nie wiedziałam czemu.

— One mnie znają — oznajmiła Wilk.

— Kto?

— Kelnerki. Często się tu pojawiam w interesach.

— W interesach… — powtórzyłam. — Serio? Normalne nastolatki inaczej spędzają wolny czas.

— Nie wiem, co robią normalne nastolatki.

— Szczerze mówiąc, ja też nie.

— Spotkania towarzyskie? Libacje alkoholowe?

— Możliwe.

— Nudne, prawda?

Wzruszyłam ramionami.

— Tak wygląda zwykłe życie.

— Pospolite, nieciekawe życie — skomentowała Wilk. — A gdyby mogło wyglądać inaczej? Gdyby można było doświadczać tego, co dla wielu niedostępne? Zgadzasz się, że byłoby wspaniale?

Nie musiałam odpowiadać.

— Widzisz, Aniu, strasznie się nudzę. Znudzenie to takie przygnębiające uczucie.

Dobrze ją rozumiałam. To wszechogarniające, przypiekające zewsząd znużenie. Przemknęłam oczy, jej głos dochodził do mnie jak z innego świata:

— Niewielu ludzi jest w stanie przykuć moją uwagę na dłuższy czas. Ty posiadasz pewien potencjał.

— To miłe — odparłam, czekając, aż będzie mówiła dalej.

— Słuchasz mnie?

Uniosłam powieki. Przez chwilę naprawdę miałam wrażenie, że szykuję się do snu.

— Tak. Zmierzałaś do czegoś?

Błysk w jej oku zniknął jak spierzchłe z gałęzi wróble. Za szybko wypaliłam pytanie. Zniszczyłam całe budowane napięcie.

Nie odpowiedziała. To było w jej stylu. Wróciła do studiowania materiału, wzięła do ręki kartki A4, spięte w kilka bloków. Chociaż zwykle przyjmowałam takie zachowania bez mrugnięcia okiem, teraz nie zamierzałam czekać na koniec spotkania. Przechyliłam się w jej stronę, niemal wstając z krzesła:

— Dlaczego o tym mówiłaś? Miałaś coś konkretnego na myśli?

Kiedy nie otrzymałam nawet jej spojrzenia, zrozumiałam, że straciłam szansę. Przynajmniej dzisiaj.

Zmieniłam temat:

— Rozważam, czy nie zacząć nauczania indywidualnego.

— Dlaczego?

— Biorę leki na podwyższony poziom prolaktyny. Mówi ci to coś?

Nie chcąc przyznać się do swojej niewiedzy, Wilk zajrzała do telefonu.

— Prolaktyna do hormon blokujący wydzielanie folikulotropiny i hormonu luteinizującego. Te hormony odpowiadają za menstruację i owulację.

— U mnie to nie występuje. Lekarz wspominała o nagłych wybuchach emocji, agresji, płaczu.

— Podwyższony poziom prolaktyny może być spowodowany niedoborem dopaminy, która odpowiada za procesy emocjonalne i wyższe czynności psychiczne.

— Ujmij to prościej, proszę.

— Dopamina to hormon wydzielany przez przysadkę. Jedną z jego funkcji jest hamowanie wydzielania prolaktyny.  Jeśli prolaktyny jest za dużo, może to znaczyć, że dopaminy jest za mało. Dopamina wpływa też na uczucia i procesy poznawcze. Czyli nadmiar prolaktyny nie wywołuje wahań emocjonalnych, ale z nimi współwystępuje.

Tym razem nie posiłkowała się telefonem. Spojrzała na mnie z zadowoleniem.

— Prolaktyna  wywołuje też zaspokojenie seksualne, a więc i senność. Może dlatego nie masz ochoty na seks.

— Ja nie mam ochoty na seks?

— Prolaktyna wywołuje również większą prawdomówność i skłonność do mówienia… Jak widać.

Puściłam ten komentarz mimo uszu.

— Mam to od trzeciej gimnazjum — powiedziałam. — Przyczyna jest nieokreślona, prawdopodobnie psychogenna.

— Nadal nie rozumiem, jaki to ma związek z trudnością w uczeniu.

— Ogromny. Ta klasa mnie przeraża. Nie mogę się na niczym skupić. Dużo śpię i szybko się męczę. Nie uczę się wydajnie. Przez to jestem nieszczęśliwa i… nazwijmy to, niezrównoważona. Poza tym, są jeszcze inne objawy…

Wilk uśmiechnęła się, ale odniosłam wrażenie, że nie do mnie, lecz do jakiejś swojej ironicznej myśli, której nie zdecydowała się wypowiedzieć głośno.

— Skoro tak, próbuj.

Zbliżała się czternasta.  Spojrzałam za okno, na pędzący w oddali tłum. Gęsty, nieprzebrany, porozrzucany po architektonicznym bezładzie.

Jakaś roześmiana dziewczyna minęła kawiarnię. Mówiła do komórki zdziwionym, wysokim głosem, zdradzający być może sympatyczne usposobienie, ale i naturę flirciary.  Za nią przemknął chłopak. Znałam go. Czasem ćwiczyliśmy z jego klasą na WFie.

Zdałam sobie sprawę, że Wilk też patrzy za okno.

— Zauważyłaś? — spytała.

— Co takiego?

— Jego buty. Kupił nowe.

—Dostrzegasz takie rzeczy?

— Oczywiście. Poprzednio miał na nogach brudne białe adidasy, nie mogłam już na nie patrzeć. Z kolei Ewa z jego klasy ładnie dobiera ubrania i wie, jak dobrze się malować. — Zerknęła na mnie. — A twoje kreski na oczach są zawsze krzywe.

Świetnie. Położyłam się na stoliku.

— Wydaje się fajny — rzuciłam. — Chciałabym go lepiej poznać.

— Co za bzdura.

— Dlaczego?

— Chcesz zabiegać o względy osoby, która na to nie zasługuje, ponieważ jest głupia.

Moje hamulce uruchomiły się ze zdwojoną siłą.

— Skąd ten wniosek? Rozmawiałaś z nim kiedykolwiek? Masz na to jakiś dowód?

— Widzisz? — zapytała Wilk z rozczarowaniem. — Miłość jest ślepa. Zmienia ludzi, stają się agresywni. Tak, agresywni. Powiedz coś nie tak o czyimś ukochanym, zaraz cię zaatakują.

— Ukochanym? Weź przestań. Zareagowałam dlatego, że obrażasz go niesłusznie.

— Dostrzegłaś, w jaki sposób się uśmiecha? Skoro tak, pewnie nie umknęło ci, ile jest w tym szyderstwa.

— Szyderstwa? Nie przesadzasz? — Chociaż w moim głosie brzmiało oburzenie, ułamkiem świadomości przyznałam jej rację.

— Jego oczy zdradzają, że przeżywa wszystko, co dzieje się na zewnątrz. Lubi zyskiwać aprobatę. Ukrywa się za plecami podobnych sobie. Trzyma się kurczowo tłumu. Patrzy na innych z góry. Typowy przykład kretyna.

— A ty, patrzysz na innych z góry?

— Właśnie, patrzę? Podobno znasz się na obserwacjach. Powiedz mi.

— Tak. Zdecydowanie.

Stwierdziłam to zjadliwym tonem, ale Wilk wyglądała na zadowoloną, jakbym uraczyła ją wyszukanym komplementem.

— W takim razie teraz ja poproszę dowody.

— Z tym będzie trudniej.

— Nie skupiasz się. Na co zwróciłam uwagę przed chwilą?

— Wypowiadasz się o innych lekceważąco. Często wymuszasz uśmiech, bo gdyby był szczery, sięgałby także oczu. Masz wyprostowaną, dumną postawę…

Żałowałam, że nie umiem trzymać języka za zębami. Plotłam głupoty jak z podręczników psychologii moich starych.

— Całkiem nieźle — odparła Wilk — chociaż mylisz się co do uśmiechu.

Odsunęła na bok książki. Otworzyła zeszyt na pustej stronie, wzięła długopis. Naszkicowała twarz, umieszczając na niej delikatny uśmiech. Jeden kącik ust był wyżej.

—  Zobacz, tak wygląda drwiący uśmiech większości ludzi. Dochodzą do tego uniesione brwi i zmrużone oczy.

Zrobiła kreskę, dzieląc twarz na dwie części. Postukała ołówkiem połówkę, na której nie było widać wysuniętego kącika.

— Tak natomiast uśmiecham się ja. Bardziej dyskretnie. Widzisz?

Nie zmusiłam się do odpowiedzi. Odetchnęłam powoli.

— Czy ty kiedykolwiek miałaś przyjaciół?

— Nie. — Nawet nie drgnęła przy tym oświadczeniu. — Nie potrzebuję ich.

— Właśnie zaczęłam się zastanawiać, co tu robię.

— Nikt nie trzyma cię siłą. Wiedziałaś, jakie są konsekwencje zadawania się z kimś takim jak ja. Przyjęłaś je do wiadomości. Zrobiłaś to — inaczej nie rozmawiałybyśmy ze sobą. Nie jestem jak dobry Bóg, nie zapraszam ludzi do siebie. Ci, którzy są warci poświęcenia im czasu, przyjdą sami.

Czułam, że mnie upokorzyła. Obnażyła to poczucie bliskości, którego potrzebowałam. Powoli zbierało mi się na płacz, podczas gdy Wilk zdawała się dobrze bawić. Popiła kawę i wróciła do studiowania materiału na klasówkę. Odezwała się z niewymuszoną lekkością:

— Moim jedynym przyjacielem jest chłopak, z którym spałam. Wchodzisz w to?

Ta propozycja była zbyt bezpośrednia, by mogła być szczera, ale i tak zabrakło mi pomysłu, jak ją skomentować.

Wilk przerzucała kolejne kartki podręcznika, nie odrywając od nich oczu. Kiedy jej prowokacja przeszła bez echa, spytała:

— Czemu nic nie mówisz? Boisz się mnie?

— Może.

— Ha. Może. Może słusznie. — Wydawała się rozbawiona. — Odprowadzisz mnie do szkoły?

Nie chciałam. Powinnam pokazać jej, że nie ma nade mną władzy.

— Odprowadzę.

Wracałyśmy drogą wiodącą nieopodal portu. Wilk zachowywała się uderzająco naturalnie, kiedy podążałyśmy w stronę pasów. Już nie myślała o tej sytuacji. W przeciwieństwie do mnie.

Uzależniłam się. Nie chciałam wracać do codzienności, w którym brakowałoby jej komentarzy. Zapewniała mi poczucie, że coś się dzieje. Że życie jest czymś więcej niż  sumą bezbarwnych klatek.

W oddali zamajaczył przystanek, za nim wypełniony po brzegi śmietnik. Nad głowami czekających latała mewa — unosiła się, zbliżała, aż wreszcie opadła idealnie na piętrzące się opakowania po KFC. Kilka papierów wypadło na chodnik.  Skupiłam na niej wzrok i stwierdziłam:

— To wygląda jak metafora. Ten ptak jest odważniejszy niż inne i dlatego podjął ryzyko. Jednak czemu wybiera śmieci, zamiast wznieść się trochę dalej i dotrzeć do Odry? — Wilk nie odpowiedziała, a ja, niesiona falą inspiracji, ciągnęłam: — Może widzi w tych odpadach coś lepszego? Nie pociąga go marzenie o wielkiej, czystej toni. Brzydota jest dużo ciekawsza. Nigdy nie wiadomo, na co się trafi.

Śmietnik instynktów. Podziemny świat. W ściekach, po których nieustannie krążyłam, najbardziej bolała mnie samotność.

Wilk znała ten sport ekstremalny, którego emocje, przesiąknięte niepokojem, wciągały bez końca.  Z pasją wierciła w sobie, dokopywała się tych obszarów, tych ukrytych szczelin między zakamarkami duszy, których zwykle ludzie nie mieli ochoty odkrywać.

Ale nie widziała we mnie kompana do zwierzeń. Omotała mnie iluzją, że jesteśmy w jednej drużynie, a ja pozwoliłam sobie w to uwierzyć.

— We wszystkim dopatrujesz się drugiego dna — odparła. — Niestety, świat jest bardziej płytki, niż ci się wydaje. Za dużo analizujesz. Jesteś… o, myślicielka. Filozof.

To nie był komplement. Filozof, czyli — w wyobraźni  stereotypowego Polaka — pseudointelektualista w rozciągniętym swetrze, plotący coś o fenomenologii, równości, nihilizmie i pustce życia. Oderwany od ziemi fajtłapa, który ma problem z trzymaniem się tego, co tu i teraz.

Byłam filozofem. Przynajmniej  nie filozofką. W dzisiejszych czasach dążenia emancypacyjne kobiet sięgnęły już  granic języka.

Mewa odleciała, kiedy na przystanku zjawiła się horda dzieciaków. Jeden chłopiec rzucił w jej stronę kamieniem. Popatrzyłam na niego z wściekłością.

— Co za menda.

Wilk zmarszczyła nos.

— Nie lubię, kiedy mówi się w ten sposób.

— Musisz się przyzwyczaić.

Szeroki uśmiech wkradł się na jej twarz.

— Zobaczymy, kto pierwszy się przyzwyczai, albo kto przestanie mówić.

Przesadzała. Nadszedł czas na remanent moich znajomych. I skreślenie niektórych z listy.

Aniu, do you have any friends?

No, definitely not.

Z tymi myślami weszłam na teren szkoły.

✻ ✻ ✻

PS Z myślą o kreatywnych młodych osobach założyliśmy zamkniętą grupę na facebooku. Dzielimy się inspiracjami i służymy radą każdemu, kto chce się rozwijać. Dołącz do nas: LINK DO GRUPY.

Anna

Te artykuły mogą Cię zainteresować:

 

29 Comments

  1. Jestem pod wrażeniem, ten wpis jest naprawdę dobry. Postać wilk mnie zahipnotyzowała. Podoba mi się klamra kompozycyjna.

  2. Wilk wydaję się naprawdę ciekawą postacią, jednak mam wrażenie, że Wasza relacja nie była do końca zdrowa. Jako Twoja czytelniczka (jeśli mogę się tak nazwać) uważam Ciebie za bardzo interesującą osobę, a mam wrażenie, że Ty zupełnie siebie tak nie postrzegasz. Dodatkowo znajomość z Wilk sprawiała, że ona stawała się swego rodzaju „boginią”, a Ty całkowicie zapominałaś o sobie. Mam wrażenie, że Wasze rozmowy głównie skupiały się na jej osobie, a ona wcale nie była zainteresowana co u Ciebie. Chciała tylko mieć osobę, która będzie niej bardzo ciekawa. Może to mylne wrażenie.
    Sam tekst oczywiście czytało mi się naprawdę dobrze. Uwielbiam Twój styl i tę lekkość w czytaniu, chociaż treść wcale banalna czy przewidywalna nie jest.

  3. Bardzo dobry tekst – przyjemnie płynęłam po słowach.
    Pozdrawiam

  4. Gniewny Artysta

    7 marca 2017 at 00:29

    Cudowny wpis. Czytając rozpłynąłem się na kanapie jak karmel. ❤❤ Czekam na kolejne opowieści.
    Pozdrawiam.

  5. Ten wpis to jak dotąd chyba mój ulubiony i nie wiem, w jakim stopniu przez to, że bardzo bardzo lubię jak piszesz, a w jakim przez postać Wilk.

  6. Wpis zdecydowanie lepszy od poprzedniego.

    Nie wiem, czy Wilk naprawdę jest tak inspirująca, pociągająca, dziwna i tajemnicza, czy opatuliłaś ją tymi cechami; niekiedy ludzie wartościują kogoś nazbyt mocno, niestety. Może to zwyczajna dziewczyna, ale dzięki Twojej pracy uwierzyłam w Jej oryginalność. Oby tak dalej, znów czekam na więcej! 🙂

  7. Wybacz za to pytanie, ale czy Ty przypadkiem nie byłaś nią zauroczona zbyt mocno? Nie zakochałaś się w niej? Czy to tylko niezdrowa fascynacja? 😉

  8. Pamiętam gdy pisalas o niej na asku. Juz wtedy wydawala sie być kimś niezwykłym. Teraz Wilk stala sie jeszcze bardziej drapiezna i tajemnicza. Świetny wpis.

  9. Zaintrygowała mnie postać Wilk, ale nie do końca jestem pewna czy postrzegam ją pozytywnie. Byłam w niejednej toksycznej sytuacji z osobami podłymi, wrednymi i choć być może interesującymi to totalnie nie wartymi uwagi kogoś, kto potrzebuje bliskości (a ja potrzebowałam). I przyznać muszę, choć postaci Wilk obrażać nie chcę, że gdy czytam o tym jak się przy niej czułaś, od razu widzę siebie, wśród tych toksycznych przyjaciółek. I całkowicie Cię rozumiem, wiem, jaką siłę przyciągania mają takie osoby, ale obecnie sama jestem na takim etapie w życiu, w którym zastanawiam się, czy nie powinno dobierać się ludzi do własnych zapotrzebowań, bo angażowanie się w relacje tylko na podstawie fascynacji kimś – choć bardzo wciągające – może mieć naprawdę okropny wpływ na nas. Dlatego też, muszę przyznać, zaciekawiłaś mnie bardzo i czekam z niecierpliwością na kolejny wpis, ale nie wiem czy polubię się z Wilk.

  10. Niewidzialna.

    28 marca 2017 at 23:09

    Mam wrażenie, że Wilk całkowicie cie zdominowała i dobrze, że w końcu uwolniłaś się od niej. Gdybyście dalej się przyjaźniły byłabyś ciągle w jej cieniu zmuszona robić wszystko tak jak ona tego chce. Po dłuższym czasie nie potrafiłabyś się od niej uwolnić bądź postawić się jej. Przywykłabyś.
    Czekam na więcej wpisów, tutaj czy na asku. Wspaniale piszesz 🙂

  11. Bardzo dobry tekst, moim nieprofesjonalnym zdaniem. Zaciekawiłaś mnie, a ostatnio niewiele tekstów jest w stanie przykuć moją uwagę na tyle, żeby doczytać je do końca. Wydajesz się być, jeśli mogę to tak określić, „głęboką” dziewczyną – patrzysz na świat szerzej niż większość ludzi w naszym wieku. Przyznaję, że to pierwszy Twój wpis, który przeczytałam, ale postanawiam się w to zagłębić – lecę czytać więcej 🙂

  12. Przeczytałam ten post już pierwszego dnia, jak go opublikowałaś. Stwierdziłam dzisiaj, że mnie to męczy i muszę to skomentować. Piszesz cudownie Aniu. Nawet nie chodzi o niesamowitą kompozycję – to po prostu świetnie się czyta! Czekam na kolejne historie. Pozdrawiam i życzę dużo weny :3

  13. Aniu, dziękuję Ci za ten wpis. I za wszystko inne co publikujesz na różnych stronach.
    Nie po raz pierwszy przypomniałaś mi, że życie to nie tylko szara rzeczywistość. Na nowo obudziłaś we mnie nadzieję i chęć korzystania z uroków świata, zarówno jego piękna, jak i brzydoty. Chciałabym mieć podobne zdolności obserwacji i taką grację, jaką wyczuwam w Tobie i Wilk. Chociaż nie jestem pewna czy zrozumiesz co mam na myśli, mam nadzieję, że po prostu uśmiechniesz się, bo podobno lubisz powiadomienie, że ktoś pokusił się coś tu dodać.
    Liczę na to, że nie znikniesz z mojej świadomości ani podróży przez internet, więc będę wciąż na bieżąco. Życzę powodzenia na maturze.

  14. Bardzo długi tekst, ale ciekawy 🙂

  15. Bardzo ciekawy wpis. Masz talent! Powodzenia 🙂

  16. Wilk jest intrygująca i tajemnicza. Myślę, że trudno będzie o przyjaźń. To raczej Wilk samotnik.

  17. Widzę, że nie tylko ja zwracam uwagę na makijaż osób, z którymi rozmawiam – mogę się pod pewnymi względami identyfikować z postacią ;).

  18. Masz bardzo lekkie pióro, czytało się jak dobrą książkę, trzymam kciuki za Twoją dalszą twórczość!

  19. Czytanie Ciebie uzależnia… Od kilku dni w pracy siedzę j czytam!

  20. kurde, świetnie napisane, świetnie się czyta 🙂 lecę przejrzeć archiwum 😉

  21. teks długi, ale czyta się dobrze

  22. Przyjemnie i „lekko” się czytało. Widać, że masz talent!

  23. Lubię (dziwnie) tą dziewczynę…

  24. Jestem już dzisiaj na trzecim wpisie, czytam od końca, ale mimo to bardzo wciąga. Świetnie ci to idzie!

  25. Fantastyczny wpis 🙂 czuć w nim dużo emocji !

  26. Już tu kiedyś byłam… jeśli kiedyś napiszesz książkę, na pewno ją przeczytam.

  27. Nie mój klimat – pomyślałem, ale o dziwo czyta się świetnie :), fajna historia, super pomysł i dialogi

  28. Rety, zazdroszczę takiej lekkości pisania, czytało się przyjemnie! 🙂

  29. Świetna robota 🙂 przyjemnie się czyta 🙂 ciekawa historia 🙂 postać Wilk – niezwykle intrygująca 🙂 gratulacje 🙂

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Półbohater

Theme by Anders NorenUp ↑